Festiwal w Sanremo 2019. Wrażenia po pierwszym wieczorze (linki).

Festiwal Piosenki Włoskiej w Sanremo, 69. edycja rozpoczęła się wczoraj, tj. 5 lutego 2019 r. Jest to festiwal piosenki z najdłuższą historią na świecie. W ciągu tych lat zmieniał się on wielokrotnie, rzekłbym nawet, że każda jego edycja była różna od poprzedniej, co powoduje, że festiwal nigdy nie był i nie będzie taki sam, jak jego poprzednie edycje. Z pewnością jedna rzecz jest tylko niezmienna. Włosi kochają przegadywać 4 godziny, powiedzieć wiele i nie powiedzieć nic. Nigdzie się nie spieszą, mają przecież aż 5 festiwalowych wieczorów. Oglądając to wydarzenie, ma się wrażenie, że piosenki konkursowe (wszak walka jest o wygraną, a więc konkurs w czystej postaci) są w przerwach między gadaniem, gadaniem i jeszcze raz gadaniem. Co by to było, gdyby Włochy organizowały Konkurs Piosenki Eurowizji.

Nie inaczej było wczoraj. Pierwszy festiwalowy wieczór został odrobinę mniej przegadany, a to za sprawą nowości w tym roku, czyli rezygnacji z Nuove Proposte oraz Campioni. Wszyscy uczestnicy festiwalu zostali wzięci do jednego konkursowego worka, każdy też walczy o zwycięstwo całego festiwalu. Dzięki temu poznaliśmy 24 utwory. 24 piosenki jednego wieczoru to jednak wyczyn dla organizatorów.

Prowadzącymi tegoroczny festiwal są: Claudio Baglioni, Claudio Bisio i Virginia Raffaelle. Baglioni jak to Baglioni, chciał się pokazać z jak najlepszej strony i gdyby mógł, to sam zaśpiewałby wszystkie piosenki konkursowe, piosenki gości oraz kilka swoich. Ma facet parcie na szkło, nie ma co. Dzięki takiemu zachowaniu, w moim mniemaniu, zepsuł występ gościa specjalnego, którym był Maestro Andrea Bocelli. No właśnie, gość specjalny. Nie ma co ukrywać, że sporo osób czekało na jego występ oraz na występ z synem, Matteo. Mimo wstawki-przeszkadzajki w postaci Claudio to trzeba przyznać, że Andrea dał radę i skradł serca widowni na tych kilka chwil. Muzyk wraz z synem przepięknie zaśpiewali wspólnie „Fall on me”. Wzruszający występ i wzruszający widok miłości ojcowskiej i synowskiej.

Przechodząc do występów, zaznaczę kilka, które wpadły mi w ucho. Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekałem na występ NEKa. Czy jestem zadowolony z piosenki i z występu? Nie wiem. Mam wrażenie, że czegoś zabrakło w tym utworze. Owszem, był pazur, był typowy NEK, NEK jak wino, ale czy to wszystko złożyło się na to, na co czekałem? Chwilowo jestem w stanie zawieszenia. Muszę wsłuchać się w piosenkę, w melodię.

Kolejny występ godny uwagi to Loredana Bertè. Jeżeli ktoś nie kojarzy, kim jest ta ekscentryczna Pani, przypominam, że jest ona siostrą Mii Martini, która także występowała w Sanremo i możecie ją kojarzyć z przepięknej piosenki „Gli uomini non cambiano” (Sanremo 1992). Loredana w swoim ekstrawaganckim stroju, w niebieskich włosach i mocnej szmince, mogła robić wrażenie, że na scenie będzie masakra. W oczach przeciwników festiwalu tak właśnie pewne było. Jak dla mnie to właśnie ona zrobiła jedno z większych, jeśli nie największych show wczorajszego wieczoru. Utwór żywy, skoczny, jakiś.

Po występie Loredany nastąpił czas piosenek usypiaczy, nijakich i takich sobie. Ewentualnie (choć ciężko przechodzi mi to przez gardło), piosenka Il Volo była jeszcze zauważalna w początkowej stawce. Stwierdzam, że gdyby zespół tworzył sam Gianluca Ginoble (no dobrze, wtedy nie byłby to zespół) to chyba najlepiej by mi się go słuchało. Nie dość, że chłopak wygląda dobrze, to jeszcze obdarzony jest przyjemnym głosem, którego chce się słuchać i nie jest męczący. Reszta zespołu nie przekonuje mnie w ogóle. Jednak nie wróżę tak spektakularnego zwycięstwa, jak to miało miejsce w 2015 roku.

Po udanej (moim zdaniem) piosence „Cieli immensi” w 2016 r., oczekiwałem od Patty Pravo jakiegoś dobrego występu. Niestety zaskoczyłem się dość negatywnie i powiem szczerze, że nie wiem, czy chcę ten występ oglądać raz jeszcze. Patty zaśpiewała w duecie z Brigą i w sumie Briga ratował cały występ. Tak, wolałbym chyba jego samego niż w duecie z Patty. No szkoda.

Ostatnim występem, na który czekałem był Mahmmod. Śpiewał ostatni i niestety długo trzeba było czekać na niego. Według mnie było warto. Niestety, w ostatecznym rozrachunku trafił na czerwone pole, czyli miejsce, w którym znalazły się piosenki z najniższym poparciem jury. Gdyby wczoraj piosenki z czerwonego pola dopadały, Mahmood pożegnałby się z festiwalem. Ja to zawsze wybiorę sobie faworyta, który odpada wcześnie. O samym występie mogę powiedzieć tyle, że oczekiwałem ciut innego występu, ale skoro chłopak miał na siebie taki pomysł to trudno. Trzeba się z tym zgodzić. W każdym razie włoskie fora wołają, że Mahmood (obok Loredany) mógłby wygrać i jechać do Tel Awiwu na Eurowizję. Moim zdaniem ciężko będzie mu wygrać, niemniej jednak bardzo mu kibicuję. W każdym razie do piosenki będę wracać, bo mimo hip-hopowego klimatu, który nie jest moim muzycznym klimatem, piosenkę słucha się dobrze, nawet potupta się nóżką.

Resztę występów oceniam na takie sobie, mniej lub bardziej zaskakujące pozytywnie albo rozczarowując. W każdym razie na tyle miałkie, że nie chce mi się tracić energii na zajmowanie się nimi w tej notce.

Kto wygra? Nie wiem, nie ma takiego jednoznacznego faworyta, jak to było w 2015 r. (Il Volo) czy w 2017 r. (Francesco Gabbani), albo rok temu, kiedy to triumfowali Ermal Meta i Fabrizio Moro. Chyba za wcześnie na mówienie o zwycięzcy. Bardziej mógłbym powiedzieć, kto mógłby nie wygrać według mnie, ale wiem, że wśród czytelników bloga jest wielu fanów, a w sumie fanek tego tria.

Zostały jeszcze 4 wieczory, które będą przegadane, prześpiewane, przereklamowane. Festiwal Piosenki Włoskiej w Sanremo albo się kocha, albo się nie lubi. Ja zawsze z utęsknieniem czekam na festiwal. No i mam. Życzcie mi dobrego odbioru i niezacinającego się Internetu, bo oglądam on-line, gdyż nie posiadam włoskiej telewizji w domu (niestety).

W tegorocznej edycji konkursu udział biorą:
(odpowiednio artysta i tytuł piosenki ‚ kliknij link, aby posłuchać)

Arisa – Mi sento bene
Loredana Bertè – Cosa ti aspetti da me
BoomDaBash – Per un milione
Federica Carta e Shade – Senza farlo apposta
Simone Cristicchi – Abbi cura di me
Nino D’Angelo e Livio Cori – Un’altra luce
Einar – Parole nuove
Ex-Otago – Solo una canzone
Ghemon – Rose viola
Il Volo – Musica che resta
Irama – La ragazza con il cuore di latta
Achille Lauro – Rolls Royce
Mahmood – Soldi
Motta – Dov’è l’Italia
Negrita – I ragazzi stanno bene
Nek – Mi farò trovare pronto
Enrico Nigiotti – Nonno Hollywood
Patty Pravo con Briga – Un po’ come la vita
Francesco Renga – Aspetto che torni
Daniele Silvestri – Argentovivo
Anna Tatangelo – Le nostre anime di notte
The Zen Circus – L’amore è una dittatura
Paola Turci – L’ultimo ostacolo
Ultimo – I tuoi particolari

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Festiwal w Sanremo 2019. Wrażenia po pierwszym wieczorze (linki).

  1. Troszkę mi przykro, że występ Ultimo wypadł średnio. Albo był chory albo dopadł go stres bo aż było słychać, że śpiewa ze ściśniętym gardłem. Neka na razie nie zdążyłam odsłuchać, ale sprawdzę. Il Volo nawet lubię, więc też odsłucham. Loredany nie znam, ale skoro polecasz przesłucham. Śledziłam tegoroczną edycję pobieżnie z braku czasu i mam wrażenie, że robi się z Sanremo to co z festiwalu w Opolu po latach. A szkoda. Bo kiedyś byli artyści tacy jak choćby Milva ze słynnym „Nessuno di voi…”, które chyba nigdy mi się nie znudzi.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s