Historia ludzkości po włosku #1

Uczący się języka obcego, najczęściej, jeśli nie zawsze, skupiają się na słownictwie typu pogoda, przywitanie, czas wolny i wszystko to, co podają książki do nauki języka. Jest to oczywiście zrozumiałe. Jednak mało kto sięga po słownictwo specjalistyczne jakiejś danej dziedziny, co także jest zrozumiałe. Najczęściej jest ono potrzebne tłumaczom bądź osobom, które zajmują się daną profesją. Ale dlaczego by nie potraktować słownictwa nie tyle utylitarnie, ile na zasadzie ciekawostki. Tak naprawdę nigdy nie wiemy, kiedy może się nam ono przydać, a najczęściej przydaje się w najmniej dla nas spodziewanym momencie.


https://www.tes.com/lessons/BHbKeyaAV-RtYg/la-preistoria

Jak wiecie (a jak nie wiecie, to się właśnie dowiadujecie – zapraszam na wpis O MNIE), że jestem absolwentem historii, o czym pisałem już kilka razy. Zatem historia i wszystko, co z nią związane jest bliskie mojemu sercu. Tylko jak się ma to do nauki języka włoskiego? Już tłumaczę. Ogólnie rzecz biorąc, kiedy uczymy się języka obcego to najlepiej rozwijać go na materiałach, które ogólnie nas interesują. Dlatego dobrze byłoby, gdyby (‘dobrze byłoby, gdyby’ – a po włosku jedno słowo ‘magari’) np. zainteresowani medycyną, żeby czytali pewne publikacje medyczne po włosku. Będę dalej trzymać się dalej języka włoskiego, choć to porada bardzo uniwersalna. Pasjonaci historii niech czytają książki historyczne i o historii po włosku, i tak dalej. To bardzo ułatwia naukę języka, bo łączymy przyjemne z pożytecznym. Wierzcie mi, że to działa.

Do rzeczy…

Zainteresowani Włochami czy językiem włoskim, prędzej czy później otrą się o historię antycznego Rzymu. Nie ma mowy, by to pominąć. Jednak zanim antyczny Rzym powstał, to musiała powstać ludzkość. I właśnie dziś proponuję Wam wycieczkę po słownictwie związanym z prehistorią. Potraktujcie to, proszę, jako ciekawostkę. Jeśli zapamiętacie to super. Może kiedyś będziecie oglądać jakiś film z przyjaciółmi i padną takie słowa, frazy czy jakaś scena. Zabłyśniecie wtedy, że wiecie, o co chodzi.

W prehistorii rozróżniamy trzy fazy (le tre fasi della preistoria):

  • paleolit (il paleolitico)
  • mezolit (il mesolitico)
  • neolit (il neolitico)

W powyższych fazach mamy do czynienia z różnymi typami człowieka, który zaczął powoli ewoluować. I tak:

  • paleolit:
    ominide – hominidy
    australopiteco – australopitek
    – homo habilis (uomo abile – człowiek zręczny)
    – homo erectus (uomo eretto – człowiek wyprostowany)
    – homo sapiens (uomo sapiente – człowiek rozumny)
    – homo sapiens sapiens (uomo sapiente – człowiek rozumny współczesny / uomo di neanderthal – neandertalczyk)
  • mezolit:
    – homo sapiens sapiens (uomo sapiente – człowiek rozumny współczesny)
  • neolit:
    – homo sapiens sapiens (uomo sapiente – człowiek rozumny współczesny)

Poszczególne typy człowieka charakteryzowały się na drodze ewolucji zupełnie czymś innym. Oto różnice:

ominie/australopiteco

  • praprzodek człowieka (primo antenato dell’uomo)
  • wysoki na ok. 1 metr (alto un metro circa)
  • chodził w pozycji wyprostowanej (camminava in posizione eretta)
  • miał ograniczoną pojemność mózgu (aveva un cervello limitato)

uomo abile

  • miał więcej niż 1 metr wzrostu (alto più di un metro)
  • chodził tylko na dwóch nogach (camminava solo su due gambe)
  • potrafił używać różnych narzędzi (sapeva usare diversi strumenti)

uomo eretto

  • jego wysokość znacznie wzrosła (aumenta l’altezza)
  • chodził z wyprostowanymi plecami (camminava con la schiena dritta)
  • odkrył ogień (scopre il fuoco)

uomo sapiente

  • człowiek neandertalski – podgatunek człowieka rozumnego (uomo di neanderthal)
  • potrafił mówić (sapeva parlare)
  • używał przedmiotów, dzięki którym mógł się schronić i bronić (usava gli oggetti attorno per coprirsi e difendersi)

uomo sapiente sapiente

  • był wysoki, co najmniej na półtora metra (era alto almeno un metro e mezzo)
  • był obecny na wszystkich kontynentach (era presente in tutti i continenti)
  • polował i budował solidne chaty/”domy” (cacciava e costruiva solide capanne)
  • mieszkał z innymi z obozowiskach (viveva insieme agli altri in accampamenti)
  • miał mózg i wygląd fizyczny podobny/zbliżony do naszego (aveva un cervello e un aspetto fisico simile al nostro)

Może Wam się wydać, że słówka/frazy są niepotrzebne, ale zauważcie, że znacie w większości te słowa, np. altezza, sapeva (imperfetto) , usare. Potraktujcie jednak powyższy wpis, jako lingwistyczną ciekawostkę w połączeniu z historią.

Dajcie znać czy taka forma ciekawostek przypadła Wam do gustu. W zanadrzu mam jeszcze caaaaałą historię ludzkości w połączeniu z językiem włoskim.

Gramatyka i słownictwo, przyjaciele na wieki.

Poniższy wpis jest zainspirowany moimi ostatnimi obserwacjami, rozmowami i czytanie przeróżnych postów na fejsbókowych grupach dotyczących języka włoskiego. Mowa o nauce gramatyki i słownictwa jednocześnie.

Wyobraź sobie sytuację, w której jesteś bardzo głodny i masz ochotę na coś bardzo niezdrowego, powiedzmy na zupkę chińską z Radomia w proszku. Aby jednak zrealizować swój cel i ją zjeść, musisz zamówić dwa samochody. Jeden będzie wiózł zupkę w proszku, a drugi wrzątek, aby zalać ten chemiczny proszek. Jednak oba samochody wystartowały o różnych porach. W konsekwencji, na metę, na której czekasz, jako pierwszy dojechał samochód (powiedzmy) z wrzątkiem. Niestety nie najesz się od razu. Na samą zupkę musisz czekać długie godziny. Oczywiście doczekasz się w końcu i zjesz ten dziwny wynalazek, ale…

No właśnie, ale co? Jakie ma to znaczenie w nauce języka obcego, a przede wszystkim w nauce gramatyki i słownictwa? Dlaczego ma znaczenie, aby te samochody z wodą i zupką wystartowały o jednej porze?

Samochód-wrzątek to gramatyka, samochód-zupka to słownictwo. Aby dobrze nauczyć się języka, a nie tylko dogadywać, należy uczyć się jednocześnie gramatyki i słownictwa. Nie ma nauki języka bez nauki słownictwa, ale słownictwo jest w jakiś sposób usystematyzowane. Usystematyzowane gramatyką. Powtarzałem, powtarzam i powtarzać będę, że nauka gramatyki jest tak samo ważna, jak nauka słownictwa. Dlatego też te samochody muszą wystartować jednocześnie. Co z tego, że będę znać 1000 słówek, ale będę mówić „Kuba chcieć pić, Kuba mówić źle po włoski, Kuba nie mieć motywacja, Kuba czytać książka, ale nie rozumieć czas przeszły” itd.

Znam z autopsji i z różnych opinii, że nie chce się uczyć gramatyki, wkuwać regułki i zakuwać te nudne pronomi czy inne congiuntivo. Słyszę także, że Włosi przecież nie znają gramatyki, więc, po co my się mamy męczyć. Nie, nie i jeszcze raz nie. To jest błędne myślenie. Włosi znają tak samo swoją gramatykę, jak Polacy gramatykę polską. My, Polacy używamy gramatyki codziennie, używamy trybu przypuszczającego, używamy zaimków dzierżawczych, mówimy w trybie rozkazującym, nie wspominając już o odmianie rzeczowników i czasowników. Podobnie Włosi. Nie rozkminiają czy używają pronomi, condizionale, trapassato prossimo czy congiuntivo. Błędnym założeniem jest też, że Włosi nie znają congiuntivo i używają go źle. Owszem, czasami zdarza się, że używają go źle. Nawet były premier Włoch, Matteo Renzi wygłaszając jakieś przemówienie, publicznie poprawił się, bo źle użył trybu.

Matteo Renzi i jego pomyłka

Aby jednak poznać dobrze język obcy, musimy znać gramatykę języka, bo nie ruszymy dalej. Kolejny argument, który słyszę, że aby nauczyć się języka obcego trzeba mówić, słuchać, czytać. Przepraszam bardzo. Czy książki nie są napisane gramatycznie? Czy nie zawierają tej całej treści gramatycznej? Czy nie znajdziemy tam odmiany czasowników? Co mi po czytaniu książki, jeśli nic z niej nie zrozumiem. Tryb przypuszczający okaże się zwykłym trybem oznajmującym. To przecież zmienia sens całej wypowiedzi. Dlatego należy uczyć się gramatyki równolegle ze słownictwem. Najlepiej ćwiczyć słownictwo na gramatyce, a gramatykę na słownictwie.

Wracając do samochodów, jeśli oba wystartują jednocześnie, szybciej dostaniesz zupkę i nie będziesz musiał czekać na nią, nie wiadomo ile. Oznacza to, że ucząc się słownictwa i gramatyki jednocześnie od początku, szybciej osiągniemy językowe cele.

O nauce gramatyki i słownictwa pisałem także tutaj:
Jak NIE uczyć się języka włoskiego (i w zasadzie każdego innego języka obcego)

Jak nie być Kalim, czyli po co jest nam gramatyka?

Qualche i alcuni – co? jak? gdzie? kiedy?

Porządkując ostatnio notatki po całym roku szkolnym i po przygotowaniach do matury, natknąłem się na kilkanaście małych karteczek, na których są wypisane krótkie acz treściwe rzeczy. Nie wiem czy to miały być ściągi czy ich tworzeniu przyświecał inny cel, w każdym razie postanowiłem od czasu do czasu podzielić się z wami tymi krótkimi informacjami. Są to w głównej mierze gramatyczne rzeczy.

Na pierwszy ogień idą przymiotniki nieokreślone qualche i alcuni.

qualchejakiś, pewien, parę, kilka
alcunikilku, kilka, niektórzy

Aby użyć ich poprawnie trzeba pamiętać o dwóch podstawowych sprawach.

Pierwsza sprawa, po qualche używa się zawsze rzeczowników w liczbie pojedynczej i generalnie nic się nie zmienia.

Np.:
Hai visto qualche film recentemente? > Czy widziałeś ostatnio jakiś film?
Cerco lavoro per qualche settimana. > Szukam pracy na parę tygodni.
Fra qualche ora sarà tutto finito. > Za kilka godzin będzie wszystko skończone.


Sprawa (druga) komplikuje się odrobinę przy alcuni. Po alcuni używa się rzeczowników tylko w liczbie mnogiej oraz rozróżnia się rodzaje, męski i żeński. Musimy wtedy uzgodnić końcówkę Aluni z rzeczownikiem.

Np.:
Non c’è alcuna fretta. > Nie ma żadnego pośpiechu.
L’ho visto alcuni anni fa. > Widziałem go kilka lat temu.

Odmiana: alcuno, alcuna, alcuni, alcune


Podsumowując…

vediamo  alcuni esemp> qualche esempio

alcuni giorni > qualche giorno
alcune ore > qualche ora
alcuni esempi  > qualche esempio

Ho passato la serata con alcuni miei amici. > Ho passatо la serata con qualche mio amico. > Spędziłem wieczór z kilkoma (jakimiś, paroma) moimi przyjaciółmi.

Mam nadzieję, że od teraz różnica między qualche a alcuni będzie dla Was zrozumiała.

cdn.

 

„Włoski w tłumaczeniach 3” – metoda nauki słówek (i nie tylko) inna niż wszystkie

Na polskim rynku całkiem niedawno ukazała się 3. część książki „Włoski w tłumaczeniach” na poziomie B1/B2 wydawnictwa Preston Publishing.  Jest to praktyczny kurs, który łączy w sobie ćwiczenie umiejętności mówienia z zagadnieniami gramatycznymi. Zasiadając do 3. części książki, musimy być już na poziomie średnio zaawansowanym w znajomości języka włoskiego, ponieważ znajdziemy tam takie zagadnienia, jak: czas trapassato prossimo, futuro anteriore, passato remoto, pronomi relativi, wszystkie 4 tryby congiuntivo, a także particelle ci i ne oraz stronę bierną. Jak łatwo zauważyć, bez solidnych podstaw nie ruszymy dalej z tą książką.

Na czym polega metoda i jak korzystać z książki? Sprawa jest dość łatwa. Każdy rozdział (a jest ich łącznie 36) składa się z ćwiczeń, w których trzeba przetłumaczyć całe zdania, a nie pojedyncze słowa czy jak to najczęściej bywa, uzupełnić luki w tekście. Na lewej stronie książki znajdziemy zdania po polsku, a na prawej części książki, zdania w języku włoskim, które są tłumaczeniem zdań polskich. Ćwiczenie polega na przetłumaczeniu zdań z języka polskiego na język włoski. Jest to dobra metoda nauki słówek, ponieważ uczymy się ich poprzez kontekst, konkretne zastosowanie, a jak już nie raz pisałem, jest to ważne, by uczyć się słówek w ich naturalnym środowisku, czyli właśnie poprzez kontekst.

Do książki dołączona jest płyta, dzięki czemu tekst pisany możemy usłyszeć, a co za tym idzie, możemy nauczyć się poprawnej wymowy słów, co jest bardzo ważne w komunikacji z rodowitym Włochem. Jak wiemy, język włoski ma milion dialektów. Niemniej jednak autor książki dobrał lektorów bardzo umiejętnie. I tak część pierwszą książki czyta Stefano z Toskanii, drugą – Giuseppe z Sycylii a w trzeciej części (czyli w omawianej) słyszymy Silvia z Lacjum.

Oprócz części do tłumaczenia znajdziemy także część gramatyczną, a bardziej wskazówki gramatyczne do ćwiczeń. Jeśli ktoś szuka dużej dawki teorii, to niestety musi sięgnąć po inne wydanie typowo gramatyczne. „Włoski w tłumaczeniach 3” to nie jest książka do gramatyki. To raczej gramatyka w praktyce. Takie jest założenie książki. Niemniej jednak te wskazówki gramatyczne, które znajdziecie w książce, są bardzo przydatne nie tylko do rozwiązywania ćwiczeń w książce, ale do zastosowania w życiu codziennym, kiedy używamy języka włoskiego.

Książka „Włoski w tłumaczeniach 3” jest przeznaczona dla każdego, kto interesuje się językiem włoskim, uczy się go w szkole publicznej bądź na kursach. Jest też świetnym uzupełnieniem materiału i odskocznią od nudnych ćwiczeń dla samouków. Dla uczniów przygotowujących się do egzaminów, np. maturalnego, jest to świetna alternatywa powtórek.

Pracując z tą książką, należy jednak pamiętać o jednej podstawowej zasadzie przy nauce języka obcego. Tłumaczenie zdań jest tylko propozycją, nie należy uczyć się ich na pamięć i przyjmować, że jest to jedyne słuszne tłumaczenie i że danego zdania nie można powiedzieć inaczej, niż jest to zapisane w książce. Zapewniam Was, że można inaczej przetłumaczyć. Pisze o tym nawet sam autor książki, że chodzi o przyswojenie najważniejszych konstrukcji językowych, opanowanie przydatnych wyrażeń i poznanie melodii języka włoskiego. A przecież wiemy, jak pięknie brzmi język włoski.

Polecam tę książkę wszystkim miłośnikom języka Dantego. A jakie Wy macie doświadczenia z książkami z tej serii z wcześniejszymi poziomami?

 

Co ma wspólnego Florencja z językiem włoskim? (konkurs)

O pochodzeniu języka włoskiego napisano już wiele. Na blogu również znajdzie się co nieco o pochodzeniu tego języka. Dla przypomnienia tylko napiszę, że obecny język włoski, italiano standard ma swój początek w XIV wieku i pochodzi od dialektu florenckiego. Historia języka włoskiego wiąże się z wielką trójką florenckich literatów:

Dante AlighieriGiovanni Boccaccio Francesco Petrarca

Wówczas był to język pisany, którego używała wykształcona warstwa społeczna. Niższa warstwa społeczna nadal posługiwała się dialektami. Każde miasto, wieś, każdy zakątek Włoch miał swój niepowtarzalny dialekt. Dlatego też czasami mieszkańcy dwóch pobliskich miejscowości czy wsi, mieli kłopot w zrozumieniu siebie wzajemnie.

Wiek XIX we Włoszech to oprócz walki o zjednoczenie kraju (co dokonało się w latach 1861-1870) to także walka z analfabetyzmem. Sytuacja ta zmieniła się wraz z rozwojem szkolnictwa, do którego rękę przyłożyła Maria Montessori. Do rozpowszechnienia języka włoskiego standardowego przyczynił się także rozwój prasy oraz powstanie telewizji. Mówi się, że Włosi zaczęli mówić po włosku dzięki telewizji 🙂 Niemniej jednak dialekty włoskie nadal mocno tkwią w społeczeństwie. O tym, skąd wzięło się zróżnicowanie dialektalne, pisałem TUTAJ.

Wiecie, że wkład w rozwój języka włoskiego miał nawet sam Benito Mussolini? W czasie swoich rządów ujednolicił on język włoski, zakazując używania nie-włoskich słów na szyldach, reklamach i w filmach.

kliknij w obrazek

Dzisiaj, kiedy zaczynamy naukę języka włoskiego, sprawa jest prosta. Zaczynamy od wymowy, później bierzemy na tapet rodzajniki, podstawowe czasowniki i tak dalej i tak dalej. Motywy nauki są już jednak inne. W zasadzie każdy, kto uczy się jakiegoś języka obcego, ma w głowie inne motywy. Jedni potrzebują go do pracy, inni są zakochani szczęśliwie w drugiej osobie, a jeszcze inni, bo po prostu kochają ten język, kraj, kulturę, historię, sztukę, muzykę, literaturę itd. Ja zaliczam się zdecydowanie do ostatniej grupy.

KONKURS!!!

W tym właśnie momencie jest dobry czas na zadanie pytania konkursowego. Jakie są Wasze motywy nauki języka włoskiego i za co lubicie ten język? Na odpowiedzi na te dwa krótkie pytania czekam do niedzieli, 14 maja do godz. 23:59. Bądźcie kreatywni. Wierzę w Wasze umiejętności.

Nagrodą są puzzle, składające się z 1000 elementów (po złożeniu obraz jest wielkości 68,3×48 cm). Obraz przedstawia panoramę Florencji. Tej samej Florencji, która dała początek standardowemu językowi włoskiemu.

 

Regulamin konkursu:
1.  Zapraszam do polubienia mojego fanpage’a na Facebooku oraz do grupy italia-nel-cuore wszystko co włoskie.
2. Zadaniem konkursowym jest odpowiedzieć na pytanie Jakie są Wasze motywy nauki języka włoskiego i za co lubicie ten język?”.
3.
Odpowiedź należy przysłać drogą mailową na adres italia-nel-cuore@outlook.com, w tytule maila wpisując „konkurs – Florencja”.
4.  Organizatorem konkursu i fundatorem nagrody jest autor niniejszego bloga.
5. Konkurs trwa od dzisiaj (28 kwietnia 2017 r.) do niedzieli 14 maja 2017 r. do godziny 23:59.
6.  Nagroda zostanie przyznana przez organizatora konkursu.
7.  Nagrodą w konkursie są puzzle składające się z 1000 elementów z widokiem na Florencję.
8.  Wynik konkursu zostanie opublikowany 15 maja 2017 r. pod regulaminem konkursu.
9.  Autor zwycięskiego maila zostanie poproszony o podanie adresu, na który będzie przesłana nagroda.
10.  Nagroda zostanie wysłana po 15 maja 2017 r. na adres wskazany przez zwycięzcę.

Zwycięzcą konkursu zostaje
Anna Chojan

Zapisz

Droga Krzyżowa po włosku (Via della Croce)

Kiedy byłem dzieckiem, bardzo lubiłem Święta Wielkanocne. Był to czas odpoczynku od szkoły, a dodatkowo świat budził się do życia po zimowym śnie. Dzień był coraz dłuższy, temperatura za oknem rosła z dnia na dzień. Chciało się żyć. Oczywiście do tej pory lubię te święta, nadal są dniami odpoczynku od codziennych zajęć i czas spędzony w gronie najbliższych.

Nie moją rolą jest, aby rozpisywać się na tematy, co, do których mam pewność, że się na nich nie znam. Niemniej jednak, jako osoba wychowana w tradycji katolickiej, mam świadomość tego, że tak świat jest urządzony i basta. Nie ma znaczenia czy jest się osobą wierzącą, czy niewierzącą, warto (osoba wierząca nawet powinna) znać podstawowe zasady funkcjonowania religii.

Wielki Piątek w tradycji rzymskokatolickiej jest dniem upamiętniającym śmierć Jezusa na krzyżu. Dla katolików jest to dzień zadumy nad męką Jezusa. Panuje skupienie, powaga i modlitwa. Każdy katolik zobowiązany jest tego dnia zachować ścisły post. To w Wielki Piątek odprawiane są nabożeństwa Drogi Krzyżowej.

via dolorosa

Jako że blog jest i trochę kulturowy i trochę językowy to idealnie można połączyć obie rzeczy właśnie przy takim temacie jak ten, Drogi Krzyżowej. Droga Krzyżowa jest elementem kultury, a ich włoskie nazwy są, więc potraktowane językowo. Oto jak poszczególne stacje Drogi Krzyżowej nazywają się po włosku.

Zapisane w tradycji katolickiej stacje Drogi Krzyżowej:

  1. Gesù è condannato a morte
  2. Gesù è caricato della croce
  3. Gesù cade per la prima volta
  4. Gesù incontra sua Madre
  5. Gesù è aiutato a portare la croce da Simone di Cirene
  6. Santa Veronica asciuga il volto di Gesù
  7. Gesù cade per la seconda volta
  8. Gesù ammonisce le donne di Gerusalemme
  9. Gesù cade per la terza volta
  10. Gesù è spogliato delle vesti
  11. Gesù è inchiodato sulla croce
  12. Gesù muore in croce
  13. Gesù è deposto dalla croce
  14. Il corpo di Gesù è deposto nel sepolcro
  15. La Risurrezione di Gesù
  1. Pan Jezus na śmierć skazany
  2. Pan Jezus bierze krzyż na ramiona swoje
  3. Pierwszy upadek Pana Jezusa
  4. Pan Jezus spotyka swą matkę
  5. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi
  6. Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa
  7. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi
  8. Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty
  9. Trzeci upadek Pana Jezusa
  10. Pan Jezus z szat obnażony
  11. Pan Jezus przybity do krzyża
  12. Pan Jezus umiera na krzyżu
  13. Pan Jezus zdjęty z krzyża
  14. Pan Jezus złożony do grobu
  15. Zmartwychwstanie

 

 

Biblijne stacje Drogi Krzyżowej:

W 1991 r. papież Jan Paweł II był inicjatorem nowej formy nabożeństwa, które nazwano Biblijną Drogą Krzyżową. Jego następca, Benedykt XVI w 2007 r. zatwierdził listę stacji do medytacji.

  1. Gesù nell’orto degli ulivi (Marco 14, 32-36)
  2. Gesù, tradito da Giuda, è arrestato (Marco 14, 45-46)
  3. Gesù è condannato dal sinedrio (Marco 14, 55.60-64)
  4. Gesù è rinnegato da Pietro (Marco 14, 66-72)
  5. Gesù è giudicato da Pilato (Marco 15, 14-15)
  6. Gesù è flagellato e coronato di spine (Marco 15, 17-19)
  7. Gesù è caricato della croce (Marco 15, 20)
  8. Gesù è aiutato dal Cireneo a portare la croce (Marco 15, 21)
  9. Gesù incontra le donne di Gerusalemme (Luca 23, 27-28)
  10. Gesù è crocifisso (Marco 15, 24)
  11. Gesù promette il suo regno al buon ladrone (Luca 23, 39-42)
  12. Gesù in croce, la madre e il discepolo (Giovanni 19, 26-27)
  13. Gesù muore sulla croce (Marco 15, 33-39)
  14. Gesù è deposto nel sepolcro (Marco 15, 40-46)
  1. Jezus w Ogrodzie Oliwnym (Marek 14, 32-36)
  2. Jezus zdradzony przez Judasza (Marek 14, 45-46)
  3. Jezus skazany przez Sanhedryn (Marek 14, 55.60-64)
  4. Piotr wypiera się Jezusa (Marek 14, 66-72)
  5. Jezus sądzony przez Piłata (Marek 15, 14-15)
  6. Jezus biczowany i koronowany cierniem (Marek 15, 17-19)
  7. Jezus bierze krzyż na swe ramiona (Marek 15, 20)
  8. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi (Marek 15, 21)
  9. Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie (Łukasz 23, 27-28)
  10. Jezus przybity do krzyża (Marek 15, 24)
  11. Jezus obiecuje swoje Królestwo żałującemu łotrowi (Łukasz 23, 39-42)
  12. Matka i umiłowany uczeń pod krzyżem Jezusa (Jan 19, 26-27)
  13. Jezus umiera na krzyżu (Marek 15, 33-37, 38-39)
  14. Jezus zdjęty z krzyża i złożony do grobu (Marek 15, 40-41, 42-46)

 

 

 

Zapisz

Jak nie stać się zakładnikiem poprawności językowej, czyli kilka słów o perfekcji (doświadczenia własne)

Kochani Czytelnicy, dziś wpis taki bardziej osobisty, ale mam wrażenie, że wszyscy mamy, a na pewno mieliśmy podobne odczucia i doświadczenie z czasów, kiedy zaczynaliśmy naukę języka włoskiego (i obcego w ogóle). Dodam tylko, że poniższe przemyślenia są oparte na własnym doświadczeniu. Przygotujcie dzbanek kawy bo szybko dziś nie skończę…

Poprawność językowa – własność każdego tekstu językowego, zarówno mówionego, jak i pisanego, polegająca na jego zgodności z przyjętymi normami językowymi. Tekst poprawny językowo jest, więc tekstem wolnym od błędów i usterek językowych.

Tyle mówi definicja znaleziona w wikipedii. A jak jest w rzeczywistości? Każdy, kto zaczynał uczyć się języka obcego, stawał przed wyborem (świadomie bądź nie) jednej z dwóch dróg. Jedna wiodąca do płynnego mówienia, ale niestety niezbyt gramatycznego, druga droga prowadzi do perfekcji, ale niestety kosztem bariery językowej. Obie drogi nie są dobrym wyborem, ale z dwojga złego, lepsza jest droga pierwsza, czyli „mów” (byle jak), ale mów.

Każdy język oparty jest na pewnym przepisie, jakim jest gramatyka języka. Do znudzenia będę powtarzać i do ostatniej kropli krwi, będę bronić swojego stanowiska, że gramatyka jest ważna. Dlaczego? O tym pisałem tutaj. Niemniej jednak, bez gramatyki nie zbudujemy żadnego zdania. A to przecież jest niezbędne do komunikacji. Komunikacji, która nie będzie zakłócona błędami. Dążenie do perfekcji w mówieniu (bo głównie o to tu chodzi) w pewnym momencie staje się bardzo uciążliwe dla uczącego się. Z własnego doświadczenia wiem, jak niestety to wygląda. Do dziś pamiętam sytuację, w której musiałem wyjaśnić starszemu włoskiemu małżeństwu, że stragan z chlebem, smalczykiem i ogórasami będzie już zamknięty i sprzedawca zaprasza na jutro. Przekazałem wszystkie te informacje po włosku, zostałem zrozumiany, z uśmiechem na ustach podziękowano mi i każdy poszedł w swoją stronę. Włosi zadowoleni, że wiedzą, kiedy i o której mają przyjść na jedzenie, a ja przez pół dnia rozkminiałem jak mogłem powiedzieć to inaczej, bardziej zrozumiale dla nich. Dotarło do mnie po jakimś czasie, że powiedziałem godzinę otwarcia. Pomyliłem liczebniki. Zaczął się wewnętrzny lament, płacz i zgrzytanie zębów. Przecież przyjdą rano, a stragan będzie jeszcze zamknięty! Później okazało się, że chyba źle odmieniłem czasownik. A co jak mnie nie zrozumieli i tylko ładnie się uśmiechnęli, dlatego, że byli mili? Moi znajomi cały następny dzień tłumaczyli mi, że na pewno zostałem zrozumiany i o to przecież chodzi. No tak, zostałem zrozumiany, ale… I tu zaczyna się historia o tym, jak poradzić sobie z perfekcją językową.

Lex De Gor
„Che Cosa Possiamo Fare vs. Che Cosa Facciamo”

Dążenie do perfekcji nie jest niczym złym. Problem w tym, jeśli staje się ona za wszelką cenę naszym celem, a nie pomocą w komunikacji. Blokuje swobodę wypowiedzi i w konsekwencji wolisz milczeć, niż powiedzieć cokolwiek choćby źle, ale powiedzieć.

Ze mną było dokładnie właśnie tak. Wbiłem się idealnie w ten mechanizm perfekcji językowej. Lepiej nie powiedzieć nic, niż powiedzieć źle. Zmieniło się to wtedy, kiedy zostałem rzucony na głęboką wodę. Otóż rozpocząłem lekcje włoskiego z pewnym Włochem, który pochodził z Sardynii. Przyszedł pierwszy dzień zajęć i stresu było, co niemiara. Udało się. Zacząłem mówić. Na początku dukałem tak niemiłosiernie, że samego mnie to męczyło, a co dopiero drugą osobę. Pierwsze zajęcia, drugie zajęcia, trzecie…i tak zacząłem mówić. Kompletnie niegramatycznie. Nie bałem się jednak swojego głosu i tego, jak on brzmi w innym języku. Tu dochodzimy do pewnej kwestii, jaką jest osłuchanie się z językiem. Jeśli wiem, jak brzmi dane słowo w języku włoskim, to nie boję się już go użyć. Nie jest ono dla mnie obce. Wiem, jak wygląda i jak brzmi. Następnie okazuje się jednak, że jak już mówisz, to słowa same wchodzą na język i nie trzeba się zastanawiać nad odmianą czasownika czy jaki przyimek postawić. Postawię zły, to, co z tego. Ktoś mnie poprawi i następnym razem powiem już dobrze. Dlatego też tak ważne jest to, aby otaczać się językiem, którego się uczymy. Nie otaczać tylko książkami, kserówkami, ogólnie słowem pisanym. To musi być słowo mówione, musimy słyszeć, jak brzmi, intonację, tembr głosu lektora. Właśnie to pomoże nam w mówieniu, słuchanie.

Odkąd zacząłem czytać włoskie teksty na głos, jestem w stanie więcej zrozumieć, więcej powiedzieć. Bawię się słowem mówionym. Powtarzam po kilkanaście razy zdanie. To nic, że nauczę się go na pamięć. Prędzej czy później i tak przecież zapomnę, bo nie jest to zdanie pierwszej życiowej językowej potrzeby. Jest jednak źródłem dźwięku danych słów. Następnym razem nie będę się bał używać tego konkretnego słowa, bo wiem, jak brzmi ono w moich ustach. Nie jest przez to jakimś obcym tonem.

To, że dążenie do perfekcji i zbytnia przesada poprawności w wymowie blokuje mówiącego i frustruje, wiem z własnego doświadczenia. Ileż to razy na zajęciach wiedziałem, co powiedzieć, jak odpowiedzieć lektorowi, ale bałem się odezwać, bo pewnie coś powiem źle, przekręcę. Okaże się w konsekwencji, że nie wiem, nie znam się, a porywam się z motyką na słońce. Przepraszam bardzo, ale od tego jest lektor, aby mnie poprawił. A tak, był tylko zły, że pewnie nie znam słówek (bo przecież milczę). Za to koleżanka z grupy mówi, nie gramatycznie, ale mówi i wyszła na dobrego użytkownika języka. Nie starała się być w tym perfekcyjna, ale próbowała być po prostu komunikatywna.

Blokada w mówieniu, wiążę się ze spadkiem motywacji. W końcu uczymy się po to, aby poruszać się we wszystkich płaszczyznach języka, którego się uczymy. Nie pozwólmy, aby to demotywowało nas po całej linii, bo świat się nie kończy. Włącz radio, posłuchaj, jak mówi Włoch, powtórz za nim, choćby na początku źle, ale powtórz. I tak razy milion pięćset dwa dziewięćset. Za trylionowym razem powiesz to poprawnie i zobaczysz, że to wcale nie było takie trudne. Jeden sukces rodzi drugi i trzeci. I tak nie obejrzysz się kiedy, a będziesz mówić jak rodowity Włoch. No dobra, nie będziesz, ale będziesz mówić poprawnie, bez zakłócających Twój przekaz, błędów.

Przerwa na łyk kawy 😉

Spadek motywacji jest rzeczą naturalną, czasami po prostu nie chce się wziąć książki do ręki albo jakiś dział gramatyczny nam nie leży. Ja byłem bliski porzucenia nauki języka włoskiego w trakcie nauki (UWAGA!!!) liczebników. Stwierdziłem, że nigdy się ich nie nauczę. Wracałem do nich kilka razy. Udało się, powiedzmy za piątym razem. Zmotywował mnie teleturniej, w którym podawano kwoty, jakie ludzie wygrywali. Powiedziałem sobie wtedy: „no nie, nie wiem, jakie ludzie pieniądze wygrywają, muszę to wiedzieć!”. Motywacja wróciła, liczebniki nauczone i zapamiętane.

W Internecie znajdziesz milion porad jak poradzić sobie z brakiem motywacji, z blokadą językową i jak zacząć biegle mówić w języku obcym. Są lepsze, gorsze porady. Niemniej jednak sam musisz sobie powiedzieć głośno. Tak! Głośno! PO CO to robię i CO CHCĘ osiągnąć. Bo, dla kogo to robisz, to doskonale wiesz. DLA SIEBIE.

Przestałem dążyć do perfekcji. Bo to tylko mnie frustrowało, demotywowało i kompletnie zniechęcało do nauki. Doprowadzało do stanu, kiedy na pytanie „dlaczego uczysz się języka włoskiego?”, odpowiadałem, że sam już nie wiem. Nie mówię perfekcyjnie po włosku, nie mówię płynnie, ale mówię. Kupić ode mnie słowo po włosku jeszcze nie tak dawno, było bardzo trudno. Dziś nie mam kłopotu z odezwaniem się. Każdy taki mały „krasomówczy” 😉 sukces jest najlepszym motywatorem pod słońcem.

Wszystko dzieje się w naszej głowie i tylko my wiemy, co tak naprawdę chcemy osiągnąć nauką i po co ona nam jest. Czasami gorszy dzień w pracy nie może rzutować na całą naukę języka obcego. A poprawność językowa to dobra cecha i dążenie do niej jest dobre. Pamiętaj jednak, że nie to jest celem nauki języka obcego.

Jeśli widzisz zdjęcie jedzącej z nudów pandy, to oznacza, że przebrnąłeś przez ten potok słów 🙂

Podziel się ze mną w komentarzu jakie Ty masz doświadczenia z perfekcją w nauce języka obcego i jak sobie z nią radzisz 🙂

Zapisz

Zapisz

Zapisz