W 80 książek dookoła Włoch – lista 80. książek o Włoszech…

Nowa, szybka akcja Blogów językowo-kulturowych. Tydzień Książki. Wiąże się on z Międzynarodowym Dniem Książki (World Book Day), który jest świętem ruchomym i przypada zawsze w pierwszy czwartek marca.

17021483_1215128865274389_7554313179985348911_n

W ramach tej akcji miałem pisać o kilku książkach, które są dla mnie albo bardzo ważne w życiu, albo są bardzo mądre, albo jeszcze parę innych górnolotnych przymiotników. Postanowiłem jednak podzielić się z Wami listą 80 książek o Włoszech. Zapewne znacie inną akcję blogerów z Blogów językowo-kulturowych „W 80 blogów dookoła świata„. Jest to parafraza tytułu książki Juliusza Verne’a „W 80 dni dookoła świata„. Pozwoliłem sobie na parafrazę parafrazy, dlatego też tytuł wpisu brzmi „W 80 książek dookoła Włoch„. Taka lista przyda się każdemu italofilowi, oraz wszystkim zainteresowanym literaturą, w której królują przepisy na włoskie dania, z kolejnych stron książki leje się żar z toskańskiego nieba a zapach pizzy powoduje ślinotok. 🙂

Klikając w tytuły z listy, zostaniesz przeniesiony do opisu książki na stronie lubimyczytać.pl

  1. Pod słońcem Toskanii
  2. Bella Toskania
  3. Codzienność w Toskanii
  4. Za dużo wina Toskanii
  5. Amore i amaretti. Opowieści o miłości i jedzeniu w Toskanii
  6. Mądrość Toskanii
  7. Winnica w Toskanii
  8. Wzgórza Toskanii
  9. W krainie oliwek
  10. Dzień w Toskanii
  11. Toskania dzień po dniu
  12. Moje rzymskie wakacje
  13. Osteria w Chianti
  14. Włoskie sekrety
  15. Amore, amore! Miłość po włosku
  16. Dzień Puszczyka
  17. Dziennik toskański
  18. Słodkie pieczone kasztany. Toskańskie opowieści ze smakiem
  19. W stronę Toskanii. Mój młyn pod Cortoną
  20. Tysiąc dni w Toskanii
  21. Mój pierwszy rok w Toskanii
  22. Życie zaczyna się we Włoszech
  23. Dom w Toskanii, porta morte i inne historie
  24. Za dużo słońca Toskanii. Opowieści o Chianti
  25. Dolce Vita. Opowieść o oliwnym gaju we Włoszech
  26. Podróż na liściu bazylii
  27. La nonna La cucina La vita. Wspaniałe przepisy mojej babci
  28. Włoskie wesele
  29. Lato w Toskanii
  30. Extra Virgin
  31. Na szczęście jesteś w Toskanii
  32. Przepis na życie
  33. Tysiąc dni w Wenecji
  34. Biesiada z aniołami
  35. Śródziemnomorskie lato: Sezon na Lazurowym Wybrzeżu i Costa Bella
  36. Lekcje włoskiego
  37. Sekrety włoskiej kuchni
  38. Dom w Italii
  39. Toskańska trattoria
  40. Poradnik ksenofoba. Włosi
  41. Cmentarz w Pradze
  42. Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie
  43. Smaki Toskanii
  44. Podróż na południe: Powrót do kalabryjskiej ojczyzny
  45. Wakacje w Italii
  46. Dom na Sycylii
  47. Księga smaków Toskanii
  48. Sycylijska opowieść
  49. Zakochani w Rzymie
  50. Włosi
  51. Rzymskie Dolce Vita
  52. Neapol, moja miłość
  53. Na północ od Capri
  54. Ukryta Toskania
  55. Na przekór Toskanii. Nasze cudowne lata we Włoszech
  56. Tysiąc dni w Orvieto
  57. Gepard
  58. Lato w Rzymie
  59. Jeszcze jeden dzień
  60. Pierwsze światła poranka
  61. Czekam na Ciebie całe życie
  62. W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole
  63. Miłość w Toskanii
  64. W Rzymie jak w domu
  65. Wenecja Vivaldiego
  66. Wieczory w Umbrii
  67. Gdzieś na południu Toskanii
  68. Rzym po polsku
  69. Jak żyć po włosku Podręcznik la dolce vita
  70. Rzymskie zauroczenie
  71. Amore 14
  72. Chwile szczęścia
  73. Mężczyzna, którego nie chciała pokochać
  74. Trzy metry nad niebem
  75. Tylko ty
  76. Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie
  77. Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić
  78. Tylko Ciebie chcę
  79. Podróż do imperium kamorry
  80. Miłość w Apulii

 

Do tej pory ukazały się wpisy:

1 marca 2017 r.
Japonia-info.pl; „Genji monogatari” – pierwsza powieść świata

Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim – Dagatlumaczy.pl, “Wielka przgoda Myszki Mozzarelli”

2 marca 2017 r.
Angielska Herbata. Czytanie a nauka języka obcego

Finolubna. Tydzień Książki: Polskie wydania fińskiej literatury w ostatnich latach

3 marca 2017 r.
Angielski C2 – Mój ranking książek Donaldson

Gruzja okiem nieobiektywnym – Kaukaska Trylogia

FRANG.pl – Bajki dla dorosłych

4 marca 2017 r.
Enesaj.pl – Pięciu zapomnianych autorów

5 marca 2017 r.
Biały Mały Tajfun – Tydzień Książki
– Language Bay – Tydzień książki Roald Dahl

Włoski świat mody w męskim wydaniu

balonik 80 blogów34 edycja „W 80 blogów dookoła świata” blogerów zrzeszonych w Blogi językowe i kulturowe to wycieczka w świat strojów w kraju X. W moim przypadku wiadomo, zabieram Was na wycieczkę do Włoch.

Modą męską w wydaniu światowym nigdy przesadnie się nie interesowałem. Jedyne pokazy mody, jakie oglądałem to te na kanale fashion.tv i tylko, dlatego, że na tym kanale w czasie pokazów zawsze leciała dobra muzyka.

Niemniej jednak, dobrze jest wiedzieć, co w trawie piszczy, czyli jakie trendy w modzie obowiązują w danym sezonie. Nie po to by nosić się modnie, bo na to niekiedy potrzeba wielkich nakładów pieniężnych, ale tak po prostu by wiedzieć.

Ogólnie rzecz ujmując, ktoś może powiedzieć, że modą w ogóle się nie interesuje. Według mnie jest to nieprawda. Przecież każdy z nas chodzi do sklepów z ubraniami i kupuje to, co w danym sezonie jest aktualne…no właśnie, modne. Może nie śledzić aktualnych trendów, niemniej jednak prędzej czy później ulegnie w jakiś sposób modzie.

carabiniericarabinier-1Mundury włoskiej żandarmerii (wł. Arma dei Carabinieri, pol. Karabinierzy) zaprojektował Giorgio Armani

Każdy mężczyzna prędzej czy później stanie przed wyborem, czy ubrać klasyczny sweter czy może jednak bluzę. A może garnitur? A jeśli garnitur to, jakie dodatki będą pasować, czyli szeroka gama pasków do spodni, zegarków, spinek do koszuli, nakrycie głowy i wiele innych. Lepiej będzie wyglądać krawat a może muszka? No i w końcu, jakie buty dobrać, aby nie odstawały od reszty stroju i nie przykuwały zbyt dużej uwagi np. na biznesowym spotkaniu. Nie ma co ukrywać, powinniśmy w takich sytuacjach wyglądać przede wszystkim schludnie, ale nierzadko też modnie.

valerio-pinoValerio Pino

Ludziom interesującym się modą nie są obce nazwiska włoskich projektantów takich jak Zegna, Versace, Armani, Gucci, Dolce&Gabbana, Ferré czy Prada. Tak, tak, Prada, czyli tam gdzie ubiera się filmowy Diabeł.

Włoski styl i szyk jest znany na całym świecie. I nie ma się, co dziwić, bo klasyczny włoski mężczyzna prezentuje się całkiem nieźle. Dobrze dobrana koszula, dopasowany garnitur, dobrane ze smakiem dodatki. Aż miło popatrzeć. Widać, że włoscy mężczyźni (ale także i kobiety) lubią bawić się modą. Połączenie klasyki z nowoczesnością. Łączenie styli jest dość ryzykowne, ale nie niemożliwe, co najlepiej udowadniają właśnie Włosi. Nigdy nazbyt kolorowo. Zawsze wszystko jest przemyślane. Strojem nie może rządzić przypadek. Włoski styl uwielbiam za to, że jest dla każdego i w każdym wieku. Niezależność, odwaga, siła.

Świat mody włoskiej jest ogromny. Nie wystarczyłoby czasy, aby opisać wszystkich projektantów, modeli i modelki. Chcę zwrócić tylko uwagę na trzech aktorów, którzy swoje kariery zaczynali, jako modele. Są to Francesco Arca, LucaArgentero oraz Giulio Berruti.

Francesco Arca

Zagrał m. in. w serialu, który znamy jest w Polsce pod tytułem „Komisarz Alex”. W oryginale był to jednak „Komisarz Rex” („Il commisario Rex„) i w tymże serialu, w szesnastym sezonie włoskiej wersji zagrał policjanta Marco Terzaniego. Kinomani znają Francesco także z filmu „Allacciate le cinture”, w którym zagrał główną rolę razem z polską aktorką, Kasią Smutniak.

arca-7Francesco jako model

arca-3

Francesco obecnie

Luca Argentero

Jeśli ktoś lubi filmy Ferzana Özpetka (np. ja), ten na pewno zna Lucę z filmu „Saturno contro”. Piękny film, bardzo refleksyjny. Pokazujący, że życie i śmierć łączy bardzo cienka granica. Zainteresowanych odsyłam do sieci. Na pewno odnajdziecie ten film. Nie chcę spoilerować. Jeśli ktoś jest wrażliwcem, proponuję mieć przy sobie pudełko chusteczek. Wiem, co mówię.

argentero-1Luca jako model

luca-argentero

Luca obecnie

Giulio Berruti

Ciekawostką jest to, że ten aktor i model jest z wykształcenia…ortodontą. Brał udział w 12. edycji „Tańca z gwiazdami” („Ballando con le stelle”), gdzie zajął wysokie 3. miejsce. Najbardziej znany jest jednak dzięki roli Markiza Andrei Van Neckera w serialu Canale 5 „Córka Elisa – Powrót do Rivombrosy” („La figlia di Elisa – Ritorno a Rivombrosa”). Ja najbardziej znam go z serialu „Czarna strzała” („La Freccia nera„). Serial opowiada o XV-wiecznym konflikcie na pograniczu Niemiec i Włoch między cesarstwem i papiestwem.

berruti-3Giulio Berruti

berruti-5

Giulio Berruti

 

 

A teraz zapraszam na szybką naukę włoskich gestów dzięki którym możecie się porozumieć z Włochami bez słów. Gestów tych nauczą Was przystojni modele Dolce&Gabbana.

 

 

Jak inni blogerzy „ugryźli” ten temat? Zajrzyjcie koniecznie do:

Austria:
Viennese breakfast – Austriacy ubrani na ludowo – od święta i do biura

Chiny:
Biały Mały Tajfun – Stroje ludowe Yunnańczyków

Finlandia:
Finolubna – Marimekko. Ikona fińskiej mody

Francja:
Zabierz Swego Lwa – Culottes, pantalon (40)
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim – Porozmawiajmy o ciuchach

Moja Alzacja – Alzacki strój regionalnyMadou en France – Alzacki strój wczoraj i dziś

Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym: Gruzińskie stroje w różnych odsłonach

Hiszpania:
Slowlingo.pl – O fenomenie gospodarczym i modowym hiszpańskich marek odzieżowych

Japonia:
Kimono – garść ciekawostek

Kirgistan:
Kirgiski.pl – Tradycyjny strój kirgiski

Norwegia:
Norwegolożka: Bunad – norweski strój narodowy
Patinorway: Stroje w Norwegii – Jak poznać Norwega?

Szwajcaria:
Szwajcarskie Blabliblu: Szwajcarska tradycyjna koszula z motywem szarotki alpejskiej a ksenofobia

Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: Tureckie stroje kiedyś i dziś

Włochy:
Studia, parla, ama.  – Bądź jak Sofia Loren

 

 

Źródło zdjęć: internet

Zapisz

Zapisz

Czy we Włoszech obchodzi się Mikołajki? Uwaga: KONKURS(y)!

Dziś otwieramy okienko w blogowym kalendarzu adwentowym z numerkiem 6. W ramach akcji „Blogowanie pod Jemiołą” zapraszam Was dziś na mój wpis.  

Mikołajki to polska nazwa święta ku czci świętego Mikołaja, biskupa Miry. Wiecie, że do XIX wieku był to na ziemiach polskich dzień wolny od pracy? Kościół zniósł jednak formalnie to święto w 1969 r.

Mikołaj z Miry, święty Mikołaj znany również, jako Mikołaj z Bari, jest katolickim i prawosławnym świętym. Najprawdopodobniej żył na przełomie III i IV w. i był biskupem Miry w Licji. Według legendy, zmarł 6 grudnia. Jego największe sanktuarium znajduje się w znanym Polakom mieście, a mianowicie w Bari. Pochodziła stąd królowa Bona, żona króla Zygmunta I Starego. Obecnie, postać wykorzystywana jest w masowej kulturze w związku ze świętami Bożego Narodzenia.

baner-pionowy-na-blog-160x600

Tradycyjnie 6 grudnia, dzieci w całej Polsce znajdują pod poduszką, w skarpecie lub w buciku smakołyk albo rózgę. W zależności od tego czy w ostatnim roku były grzeczne czy też nie. To taka polska mikołajkowa tradycja. A jak to jest we Włoszech? Czy włoskie dzieci również cieszą się ze smakołyka i boją się rózgi?

We Włoszech nie obchodzi się Mikołajek tak jak w Polsce. Ba! W ogóle się ich nie obchodzi. Więc kto przynosi dzieciom prezenty, jeśli nie św. Mikołaj? Jest nią wróżka o wyglądzie wiedźmy i nazywa się Befana. We włoskiej tradycji przychodzi ona do dzieci w nocy z 5 na 6 stycznia w Święto Trzech Króli. Pochodzenie jej imienia ma przypuszczalnie związek epifanią, czyli aktem Objawienia Pańskiego.

Befana to staruszka z długim, brzydkim nosem. Jest ubrana w brudne łachmany, a na głowie ma chustkę. Typowy wygląd starowinki. Ale niech nie zwiedzie Was jej wygląd, bo to kobieta, która doskonale radzi sobie z lataniem na miotle. Dzieci pozostawiają dla niej na stole mandarynki, pomarańcze a nawet kieliszek wina. W zamian, jeśli dzieci były grzeczne, mogą liczyć na słodkości, orzechy i inne prezenty. Biada jednak tym, które w ostatnim roku były niegrzeczne. Na nie czeka niestety węgiel, cebula lub czosnek. W dzisiejszych czasach prawdziwy węgiel Befana zastępuje specjalnym produktem przygotowanym z cukru pofarbowanego na czarno.

Tak reagują dzieci, które nie dostały słodkości od Befany 😉

Skąd wzięła się we włoskiej tradycji Befana rozdająca prezenty? Legenda mówi, że Trzej Królowie, którzy chodzili od miasta do miasta głosząc nowinę o narodzeniu Zbawiciela, dostali dach nad głową u pewnej staruszki. Kiedy Mędrcy wyruszyli w dalszą podróż, staruszka postanowiła dołączyć do nich w ostatniej chwili. Chciała jednak dokończyć domowe obowiązki i dołączyć później. Niestety, nie była stanie odnaleźć drogi, jaką obrali Trzej Królowie i jak nie trudno się domyślić, zgubiła się ponieważ Gwiazda Betlejemska jak na złość, przestała świecić. Od tego momentu, Befana chodzi od domu do domu, w którym są dzieci i na wszelki wypadek obdarowuje je, gdyby w którymś z nich był Jezus.

Każdego roku 6 stycznia, który jest dniem wolnym od pracy, na rzymskim Piazza Navona odbywa się święto „Befana” (Festa Nazionale della Befana). Znajdziemy tam stragany, na których kupimy lalki-wiedźmy na miotle, skarpety na prezenty i ozdoby świąteczne. Organizowane są festyny, gry i zabawy. Z pewnością usłyszymy wtedy też piosenkę ku czci Befany (Canzone Della Befana) Zapraszam także do wzięcia udziału w świątecznym konkursie zorganizowanym przez naszą grupę blogerów

KONKURS!!!

Każdy z nas będąc dzieckiem, pisał listy do św. Mikołaja. Może nawet dziś  wielu z nas jeszcze to robi. Zapraszam do udziału w konkursie „List do Befany„. Napiszcie list i wyślijcie go e-mailem (italia-nel-cuore@outlook.com), a w tytule wpiszcie „List do Befany”. Kreatywność mile widziana. Długość listu? Dowolna. Nie ograniczajcie się. Mile widziane listy w języku włoskim, ale nie jest to warunek.

Nagroda:

Boccaccio

Regulamin konkursu:
1. Zapraszam do polubienia mojego fanpage’a na Facebooku.
2. Zadaniem konkursowym jest napisanie listu do Befany w języku polskim lub włoskim i wysłanie go na adres e-mail: italia-nel-cuore@outlook.com
3. Organizatorem konkursu i fundatorem nagrody jest autor niniejszego bloga.
4. Konkurs trwa od dzisiaj (6 grudnia) do piątku 23 grudnia do godziny 23:59.
5. Nagroda zostanie przyznana przez organizatora konkursu.
6. Nagrodą w konkursie jest książka: „Giovanni Boccaccio, Decameron, novelle scelte – Letture Graduate ELI, Livello 1″.
7. Wynik konkursu zostanie opublikowany 24 grudnia 2016 r. pod regulaminem konkursu.
8. Autor zwycięskiego listu zostanie poproszony o podanie adresu na który będzie przesłana nagroda.
9. Nagroda zostanie wysłana po 27 grudnia 2016 r. na adres wskazany przez zwycięzcę.

WYNIKI KONKURSU!!!

Wszystkim i każdemu z osobna bardzo dziękuję za udział w pierwszym konkursie organizowanym przez blog italia-nel-cuore. Wasze prace były naprawdę piękne i chwytały za serce. Pocieszające jest to, że umiejętność pisania listów nie zanikła w Narodzie 🙂 Niestety zwycięzca może być tylko jeden. Ogłaszam zatem wszem i wobec, że zwycięzcą konkursu i nowym właścicielem „Dekamerona” jest…

Marzena Madalska-Piątek

ale…postanowiłem wyróżnić dodatkowo trzy prace następujących osób (kolejność przypadkowa):

Katarzyna Białogłowska
Dorota Piechota
Kacper

Wyróżnione osoby otrzymają nagrody-niespodzianki, które mam nadzieję przydadzą się w dalszej nauce języka włoskiego.

Bardzo proszę wyżej wymienione osoby o maile z adresami, na które prześlę nagrody.

GRATULUJĘ!

PS. Niebawem kolejny konkurs. Śledźcie blog, a na pewno nie przegapicie 🙂

—————————————————————————

Gdyby jednak ktoś chciał napisać list do prawdziwej Befany, podaję adres:
Casa Della Befana,
Casella Postale Perta
61049 Urbania (PU)


PS. Befana czeka na Wasze komentarze pod wpisem. W przeciwnym razie, każdy z Was dostanie po kawałku węgla. 😉

Zapraszam także do udziału w świątecznym konkursie zorganizowanym przez naszą grupę blogową Blogi językowo-kulturowe. Szczegóły konkursu znajdziecie we wpisie na grupowym blogu Konkurs – Blogowanie pod jemiołą.

Koniecznie zajrzyjcie też do wcześniejszych  jemiołowych wpisów. Klikając na zdjęcie blogera, otworzy się przed Wami jedyny w swoim rodzaju świąteczny wpis.

Image Map

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

„Blogowanie pod Jemiołą”, czyli blogowy kalendarz adwentowy.

Kiedy byłem dzieckiem (choć podobno facet całe życie jest dzieckiem), czekałem na dzień 1 grudnia. Dlaczego? Dlatego, że tego dnia mogłem zjeść pierwszą czekoladkę z kalendarza adwentowego, który zwiastował święta Bożego Narodzenia. A jak Gwiazdka, to wiadomo i prezenty. Nie oszukujmy się, każdy z nas na nie czekał. Codziennie jedno okienko, jedna czekoladka, która z zasady codziennie wyglądała inaczej. A 24., ostatnia smakowała najlepiej bo oznaczała święta.

kopia-bpj-kwadrat

W tym roku (podobnie jak w roku poprzednim), blogerzy językowo-kulturowi przygotowali dla Was swoisty kalendarz adwentowy. Począwszy od 1 grudnia, codziennie przez 24 dni grudnia 24 blogerów będzie publikowało specjalne adwentowe wpisy. Będzie dużo ciekawych wpisów, konkurs dla czytelników i mnóstwo dobrej zabawy.

Jak widzicie, mamy dla Was specjalny kalendarz adwentowy. Codziennie klikając w obrazek z naszymi pięknymi buźkami, zostaniecie przekierowani na odpowiedni wpis.

Jak widzicie, mój wpis pojawi się 6 grudnia, w Mikołajki i będzie dotyczyć…(zdradzę Wam ociupinkę sekret, ale nie mówicie nikomu) Mikołajek we Włoszech.


Kalendarz nie jest niestety responsywny i nie będzie wyświetlał się dobrze
na komórce

TUTAJ jak znajdziecie specjalny wpis na oficjalnym blogu językowo-kulturowym dotyczącym całej akcji „Blogowanie pod Jemiołą”.

Image Map

Zapraszamy także do wydarzenia na:
facebooku
google
twitterze

To co Kochani, czekamy na pierwszy adwentowy wpis umilając sobie czas oczekiwania piosenką. Przed Państwem Marco Carta (NB jeden z moich najulubieńszych włoskich piosenkarzy, choć tych najulubieńszych to ja mam sporo.)

Image Map

Dobry nauczyciel to skarb…

ddnacz

Dzisiaj, tj. 14 października obchodzimy w Polsce święto, które potocznie nazywamy Dniem Nauczyciela. Tak naprawdę jest to dzień, który upamiętnia rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej. Komisja Edukacji Narodowej, w skrócie KEN, której pełna nazwa brzmi Komisja nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór Mająca, była centralnym organem władzy oświatowej, zależnym tylko od króla i Sejmu. KEN powołano do życia na Sejmie Rozbiorowym 14 października 1773 r. na wniosek króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Król otrzymał zgodę na powołanie KEN-u od rosyjskiego posła nadzwyczajnego i ministra pełnomocnego Ottona Magnusa von Stackelberga.

Tyle mówi historia. We współczesnej Polsce, święto to ustanowiono 27 kwietnia 1972 r., jako Dzień Nauczyciela. Od 1982 r. na mocy ustawy (Karta Nauczyciela) obchodzone, jako Dzień Edukacji Narodowej.

Wszyscy chyba pamiętamy ten dzień w szkole. Atmosfera odrobinę luźniejsza, lekcje traktowane łagodniej. Apel, wierszyki, piosenki śpiewane przez szkolny chór, a później w klasach kwiatki, upominki dla nauczycieli. W każdym razie tak to wyglądało w mojej szkole. Głównie takie uroczystości odbywały się w szkole podstawowej. W liceum ten dzień był najczęściej dniem wolnym od zajęć dydaktycznych.

Ciekawym jest fakt, że dawało się nauczycielom w ramach upominków kosmetyki. Były to dezodoranty i nawet mydła. Do dziś pamiętam jak mama wysłała mnie do sklepu po mydło dla wychowawczyni. Miałem kupić takie wiecie droższe, bardziej luksusowe mydło „CAMAY”. Może ktoś pamięta jeszcze to mydło… Uwielbiałem jego zapach. Na miejscu w sklepie okazało się, że nie ma tego mydła, więc co zrobił (wtedy) mały Kubuś? Oczywiście kupił mydło, ale dwa „Kajtki”. W końcu były tańsze 🙂 No cóż. Wychowawczyni dostała tylko sam kwiatek. Bez mydła. Takie tam wspominki.

Nauczycieli miałem różnych. Jak każdy chyba. Każdego wspominam indywidualnie. Kilku nie zapomnę nigdy, bo byli najlepszymi nauczycielami pod Słońcem. Innych, bo dawali mocno w kość. Nauczycielem, którego wspominam najcieplej ze wszystkich była  moja wychowawczyni z podstawówki w klasach IV-VIII. Tak, jestem starej daty i chodziłem do 8-letniej szkoły podstawowej. Była prześwietnym historykiem. Opowiadała z ogromną pasją. Lekcje przenosiły mnie w czasy, o których była mowa. To dzięki Niej moja miłość do historii okazała się być trwała. Skończyłem studia historyczne.

Jeśli chodzi o nauczycieli językowych to szczerze powiedziawszy, kiedy liczyłem ilu ich miałem to zabrakło mi palców u obu rąk. Statystyki pokazują, że w swojej „karierze” nauki języków obcych miałem: 5 nauczycieli do języka angielskiego, do języka niemieckiego 2, do łaciny jednego, do języka francuskiego jednego (przygoda z francuskim trwała trzy lekcje), a do języka włoskiego aż 6.

O nauczycielach języka angielskiego nie chce pisać, bo to nudna historia i w ogóle chętnie zapomnę ją szybko. Za to w pamięci na długo pozostanie nauczyciel niemieckiego. Język niemiecki miałem z bardzo przyjemnym nauczycielem. Poza tym lubiłem uczyć się tego języka. Brzmi dziwnie, prawda? Kiedyś wrócę jeszcze do nauki niemieckiego. To, obok historii, jedyny przedmiot w mojej edukacji, z którego najniższa ocena to była „4”. Zdarzyła się raz jedynka z niemieckiego, ale tylko, dlatego, że solidarnie całą grupą oddaliśmy czyste kartki na sprawdzianie. Ja się nie przejmowałem, bo i tak wiedziałem, że poprawię tę ocenę. Mina nauczyciela bezcenna i z bólem serca wstawiała mi do dziennika jedynkę. Do dziś mam wszystkie zeszyty do niemieckiego i są pamiątką po nauce pod kierunkiem tak wspaniałego nauczyciela.

W czasach liceum odkryłem łacinę. Język tajemniczy, ale przez skórę czułem, że pokocham go w przyszłości. Kiedy szedłem na studia historyczne, wiedziałem, że będę mieć przez dwa lata lektorat języka łacińskiego. Trafiłem na chyba najlepszego łacinnika na Uniwersytecie Łódzkim. Prowadził wykłady w sposób, w który nie wyobrażałem sobie, że można tak pięknie i barwnie opowiadać o łacinie. Dzięki Niemu nie straszne były wszystkie koniugacje, milion końcówek przy deklinacjach, nauka konstrukcji accusativus cum infinitivo, ablativus absolutus. Pomnikowe było wyłożenie trybu coniunctivus. Tryb ten znany jest uczącym się języka włoskiego pod nazwą congiuntivo. Według mnie, łacinę albo się kocha albo nienawidzi. Nic po środku nie istnieje.

Jak wspomniałem, nauczycieli do języka włoskiego miałem najwięcej. Chciałbym się jednak skupić na ostatnim nauczycielu (a w sumie na dwóch), z którymi mam przyjemność uczyć się od 2010 r. W sumie to trafiłem na Nich przez przypadek. Zrezygnowany niepowodzeniami w poszukiwaniu konkretnej, podkreślam konkretnej szkoły językowej, koleżanka zapytała mnie czy nie chce może numeru telefonu do jej koleżanki, która otwiera szkołę języka włoskiego w moim mieście. Oczywiście, że chcę. Dzwonię. Słyszę tylko bicie swego serca. „Halo, słucham””Dzień dobry, dostałem ten numer od koleżanki X i chciałem zapytać czy mógłbym się zapisać na zajęcia włoskiego”. Odpowiedź była twierdząca. Krótka rozmowa gdzie się uczyłem, na jakim jestem etapie i czego oczekuję. I słyszę: „Czyli jest Pan pewien, że chce robić 500 ćwiczeń na preposizioni?”…yyy…no tak, jestem pewien. „Ale na pewno? Bo wie Pan, to nie przelewki, jak coś robimy do dobrze”. Ufff, w końcu jakieś konkrety. I tak rozpoczęła się nauka języka z super nauczycielem włoskiego, Agnieszką. Przez telefon miałem obiecane 500 ćwiczeń na preposizioni. Zapewniam Was, że było ich chyba tysiące. Zajęcia zawsze barwne, ciekawe, milion materiałów. Luz, ale i czasem latające nożyczki. I nie tylko nożyczki. Podziwiam cierpliwość Agnieszki, kiedy po tylu latach nauki czasem zapomni się jakiegoś podstawowego słowa czy konstrukcji. Łopatą nałoży do głowy, ale nigdy nie pozostawi pytania bez odpowiedzi. Wiem co piszę o cierpliwości Agnieszki. Kiedy już totalnie zblokowałem się na jednych zajęciach dotyczących przyimków miejsca. Nie mogłem wydusić z siebie słowa. Korek w gardle i koniec. Wtedy Agnieszka przyniosła tablice z przyimkami, które przeznaczone są dla przedszkolaków. I co? Pomogło! Dziękuję za to. Obok Agnieszki, na straży języka włoskiego w szkole „Laurea”, stoi Luca, mąż Agnieszki. Bardzo sympatyczny Włoch, który równie z anielską cierpliwością „rozgaduje” naszą grupę, prowadząc konwersacje. Czasem opornie nam to idzie i pewnie w duchu mówi sobie „O Dio! Questo è facile!”. Mimo to nie poddaje się i zawsze z uśmiechem na ustach mówi „Perchè?”.

To najlepsi nauczyciele językowi, jakich Los postawił na mojej drodze. To dzięki Ich zaangażowaniu w nas, uczniów, we mnie, jestem tu gdzie jestem, czyli piszę blog o Italii i o historii języka. Nie zabili we mnie miłości do włoskiego. Wręcz przeciwnie. Podlewają regularnie to ziarenko zasiane kilka lat temu w mojej głowie. Za to wielkie GRAZIE MILLE.

Czy jest idealny nauczyciel? Pewnie nie. Ale idealny może być dla nas ten, którego polubimy, zaufamy mu. Sam z wykształcenia jestem nauczycielem. Kiedyś chciałem nawet bardzo uczyć w szkole. Los pokierował moim życiem trochę inaczej, ale wiem, że dobrze się stało.

A jakie są Wasze wspomnienia dotyczące nauczycieli językowych? Albo nauczycieli w ogóle? Jestem ciekawy Waszych wspomnień, opowieści o tych, którzy w jakiś sposób mieli wpływ na nasze życie. Piszcie w komentarzach.

Ciao.

Zapraszam na zaprzyjaźnione blogi, które również wzięły udział w akcji „Dzień Nauczyciela”

Chiny:
Biały Mały Tajfun – Dzień Nauczyciela

Francja:
Demain viens avec tes parents – Dzień Nauczyciela
Francuskie i inne notatki Niki – Wspomnień czar… w Dniu Nauczyciela
FRANG – 11 cech idealnego nauczyciela
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim – Jak zostałam panią od francuskiego

Hiszpania:
Hiszpański na luzie – Nauczyciele języków, taki was zapamiętałam

Japonia:
Japonia-info.pl – Nauczyciel, który zmienił moje podejście do nauki języków

Norwegia:
Norwegolożka – Nauczyciel idealny – czy istnieje?

Niemcy:
Niemiecki w Domu – Cechy dobrego nauczyciela
Językowy Precel – Moje nauczycielki niemieckiego

Rosja:
Dagatlumaczy.pl – blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim – Dzień Nauczyciela – komu zawdzięczam znajomość rosyjskiego?

Wielka Brytania:
English Tea Time – Jak nauczycielka angielskiego wpłynęła na moje życie
Lanuage Bay
Angielski dla każdego – Dzień Nauczyciela 2016
English with Ann – Jak być dobrym nauczycielem

Włochy:
Primo Cappuccino – Jakim nauczycielem języków obcych NIE być?

Wielojęzyczne:
uLANGUAGES – Dzień Nauczyciela 2016 i najbardziej inspirujący nauczyciel w moim życiu
Lingwoholik: Jaki wpływ na językoholizm mają nauczyciele?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Śmieszne wyrazy? Tak, ale to tylko pozory…

balonik 80 blogów

Dziś przed nami kolejna, już #30 odsłona akcji blogerów zrzeszonych w Blogach językowo-kulturowych. Naszą grupę znajdziecie też na facebooku pod tym linkiem. Tym razem piszemy o śmiesznych wyrazach.

(UWAGA!!! Wpis zawiera słowa wulgarne lub uznane powszechnie za wulgarne)

Zapewne każdy z nas będzie interpretować śmieszne wyrazy na swój sposób. Dosyć długo zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób zaprezentować śmieszne wyrazy. Wtedy też przypomniałem sobie moje początki nauki języka włoskiego. Słownictwo, które poznawałem wydawało się dosyć łatwe i…no właśnie, na pozór śmieszne. Dlaczego? O tym kilka linijek dalej.

Język włoski to taka łacina, ale używana przez ludzi, którzy nie potrafili jej używać i dlatego też wymieszali ją z dialektami celtyckimi, germańskimi i tak powstał włoski. Oczywiście to żart 🙂

Na początku nauki włoskiego może śmieszyć fakt (i zastanawiać), że w języku mówionym nie występuje literka H. Zatem jak powinien śmiać się Włoch w myśl tej zasady o niemym H? Z pewnością nie HA, HA, HA…ale A, A, A… 😛

Czas żarty odłożyć na bok i zająć się słownictwem. Na pozór słówka, które zaprezentuję są śmieszne. W wymowie brzmią jak słówka polskie, więc mogłoby się wydawać, że mają takie samo znaczenie. Niestety, kończy się tylko na podobieństwie w wymowie. Jest to więc śmiech przez łzy uczącego się, bo musi zapamiętać inne, prawidłowe znaczenie, które przed dłuższy czas będzie się zapewne mylić.

I tak, tappeto to nie, jak by się wydawało tapeta, a dywan. Divano to nic innego jak kanapa, canapa (wym. kanapa) to konopie. Ogarniacie jeszcze? Ogarniacie. Przecież to prościzna. Lecimy dalej. Słowo colazione sugeruje jakoby jest to wieczorny posiłek. Jak ma w zwyczaju mawiać Radek Kotarski z Polimatów, nic bardziej mylnego. Colazione to śniadanie. Zatem jak jest kolacja po włosku? Otóż cena (wym. czena) i nie jest to cena w sklepie. Jak już zjemy najważniejszy posiłek dnia, idziemy umyć ząbki do łazienki, która brzmi po włosku bagno (wym. banio). Tak, wiem, pisownia sugeruje, że to bagno. No niestety nie.

Droga to narkotyk a nie droga do pracy. Jeśli pomylicie znaczenie to może czekać Was kara. Cara (wym. kara) to nic innego jak…droga, ale w znaczeniu, np. droga kobieta. Jest, więc to przymiotnik caro w rodzaju żeńskim. Znacie go choćby z pierwszych słów papieża w niedziele „cari fratelli e sorelle, buongiorno”. To właśnie ten przymiotnik.

Oglądaliście kiedyś Supernianię Dorotę Zawadzką? Jeśli tak, to pamiętacie, że sadzała dzieci na…karne jeżyki. Słowo-klucz „karne”, bo tak właśnie wymawia się słowo carne, co oznacza mięso.

Kawa. Któż jej nie lubi. No dobrze, jest parę osób, co nie piją tego smacznego (dla mnie) napoju. Słowo cava wymawia się właśnie jak kawa i nie jest to kawa a…kamieniołom. Po pracy w kamieniołomie czas coś zjeść. Może na kolację dostaniecie kiełbaskę z grilla, (choć wątpię) z zasmażaną cebulą, która po włosku brzmi cipolla. Błagam, nie mylcie znaczeń, bo pewnie niektórym z Was słowo cipolla kojarzy się dość dwuznacznie. Ale skoro już jesteśmy przy dwuznacznych (i brzydkich) słowach to to, z czym może Wam się kojarzyć cebula po włosku nazywa się…figa. Jest to baaardzo brzydkie określenie narządów płciowych kobiety. Tak, więc figa może i kojarzy się nam z owocostanem figowca, ale jak widzicie nie ma to nic wspólnego z włoskim znaczeniem. Kolejne brzydkie słowo w wymowie to curva co znaczy zakręt, a wymawiamy jak kurwa. Panna to nie panna na wydaniu a śmietanka. Pipa to nie kolejne określenie narządów kobiecych a fajka. Tak, fajka. Przecież to takie oczywiste. W restauracji pamiętajmy by zamówić makaron penne, podwajając w wymowie N. Jeśli powiemy, że chcemy zjeść na obiad makaron peNe z pesto to albo możemy dostać w twarz od kelnera albo…mocno się zdziwić, jeśli trafimy na „miłego” kelnera 😉 Ale nie brnijmy już w to dalej.

No tak, jak nie iść TĄ drogą skoro następne słówko niestety też kojarzy się dwuznacznie. Croce, czyli krzyż, wymawiamy jak…krocze. Ale, już, dosyć tych bezeceństw. Tu w końcu toczy się poważnie śmieszna dysputa.

Za oknem mamy już jesień a nam wciąż w głowie lato. Heh, lato to wiadomo, że pora roku, ale po włosku słowo lato oznacza bok, stronę. Bez sensu, prawda?

To może jeszcze coś z potraw. Były już figi, makarony, śmietanki. Teraz czas na kawałek sera. Ale sera to po włosku wieczór. Wieczorem możemy zjeść pozostałą z obiadu mizerię. Choć miseria po włosku to bieda, więc może okazać się, że już się nam lekko nadpsuła i możemy być po jej zjedzeniu biedni.

Macie jakieś ogoniaste zwierzątka z domu? I co one tym ogonkiem robią? Kiedy wracacie z pracy to Wasz pies pewnie radośnie merda. Eh, a po włosku merda to takie brzydko „pachnące” słowo oznaczające gówno.

Na koniec trochę (zdawać by się mogło) literatury. Czytaliście kiedyś „Iliadę” Homera? Jeśli tak to wiecie, a jak nie wiecie to się dowiecie, że nazwa Iliada pochodzi od łacińskiej nazwy miasta Ilium, która po grecku nosi nazwę Troja. Stąd wojna trojańska czy koń trojański. Niestety, po włosku rzeczownik troia oznacza coś bardzo brzydkiego. Jest to wulgarne określenie kobiety, które możemy przetłumaczyć, jako kurwa, dziwka. Na szczęście ma też inne mniej wulgarne znaczenie. To także potoczna nazwa maciory czy świnki. Tak, świnka zdecydowanie bardziej mi się podoba.

Dlaczego uważam te słowa za śmieszne? Bo jak sami widzicie śmieszne mogą być (ale i bardzo poważne w swojej konsekwencji) pomylenie znaczenia używanych przez nas słów. Więc albo przykładajmy się lepiej do ich nauki albo zapiszmy sobie poprawne formy w zeszycie do nauki.

Jak inni blogerzy rozumieją temat „śmieszne słowa”? Linki poniżej.

Chiny:
Biały Mały Tajfun – Śmieszne wyrazy

Finlandia:
Suomika: Fińskie słówka podobne do polskich brzydkich wyrazów

Francja:
FRANG – Śmieszne francuskie słowa
Zabierz Swego Lwa, “frisotter, bambocher, inébranlablement (31)”
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim – Pół żartem, pół serio

Hiszpania:
10 wyrazów, które rozśmieszają Hiszpanów w ich własnym języku. Sprawdź dlaczego

Japonia:
Japonia-info.pl: Śmieszna wyrazy po japońsku

Kirgistan:
Kirgiski.pl: Śmieszne kirgiskie wyrazy

Niemcy:
Niemiecki w Domu : 10 śmiesznych wyrazów po niemiecku

Norwegia:
Norwegolożka: Co jest zabawnego w języku norweskim?

Rosja:
Dagatlumaczy.pl – blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim: Zabawne skojarzenia w nauce słówek

Szwecja:
Szwecjoblog – 10 zabawnych szwedzkich słów

Wielka Brytania:
Angielska Herbata: Niezwykłe angielskie słówka – część 1
English with Ann: Jak śmieją się Brytyjczycy?

Zapisz

Jak czytać książki w języku obcym?

wpisy-tematyczne-cover-photo

Czy warto bać się książek w języku obcym? Zdecydowanie nie warto! W ogóle nie należy bać się książek, a już na pewno nie tych, które mogą nam skutecznie pomóc w nauce języka obcego. CO czytać? KIEDY zacząć czytać w języku obcym? JAKĄ metodę obrać? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie.

Jak się uczyć języka obcego żeby się go nauczyć? Jaka metoda jest najskuteczniejsza? Niestety prawda brzmi okrutnie. Nie ma takiej metody. Przynajmniej jedynej słusznej. Ile osób uczących się języków obcych, tyle metod. Dziś chciałbym Wam zaprezentować jedną, która jest kroplą w oceanie innych możliwości. Jak uczyć się języka obcego z wykorzystaniem książki w danym języku?

Giovanni Boccaccio

Najpierw trzeba by zastanowić się, dla kogo jest ten sposób nauki. Jest on skierowany przede wszystkim do osób, które lubią czytać. Ktoś, kto czyta tekst nie dłuższy niż 160 znaków i czuje się tym zmęczony to niestety, ale ta metoda po prostu się nie sprawdzi. Jeżeli zaś czytanie sprawia nam przyjemność i dzięki niemu po całym dniu znajdziemy odrobinę czasu na dobrą lekturę to łączymy w tym momencie przyjemne z pożytecznym. Dzięki czytaniu rozbudowujemy słownictwo, poszerzamy horyzonty. I co najważniejsze, słownictwo poznajemy poprzez kontekst, a nie suche znaczenie słowa. Samo słowo bez kontekstu jest nic nieznaczącym symbolem, nazwą. Znaczenia nabiera właśnie w kontekście. Nie oznacza to, że nie powinniśmy uczyć się tylko słówek. Od tego nie uciekniemy. W ogóle czytanie książek jest o wiele ciekawszą zabawą niż sztuczne czytanki w podręcznikach, które wcale nie są życiowe. W każdym razie dla mnie osobiście proste czytanki w książce są tylko na potrzeby wprowadzenia do nowego działu gramatycznego. Ale nie mają kompletnie nic do zaoferowania, jeśli chodzi o treść.

Kiedy zacząć czytać książki w języku, którego się uczymy? Niestety nie ma konkretnej granicy. Jak dla mnie, najwcześniej jak się da. Oczywiście po pierwszym semestrze nauki języka nie zaczniemy czytać w oryginale Dantego czy Boccaccio. Ale nawet, jeśli nie rozumiemy ¾ tekstu to warto (na początku), chociaż opatrzyć się z ciągłym tekstem tylko w języku obcym. I nie ma się co zniechęcać do czytania „bo nic nie rozumiem”. Spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano.

Obok pytania „kiedy?”, trzeba od razu zapytać „co?” czytać. Na początku swojej przygody z językiem obcym warto zajrzeć do lektury lekkiej i łatwej oraz dostosowanej mniej więcej do naszego poziomu. Najlepiej będzie jednak, kiedy stopień trudności książki będzie ciut wyższy, ponieważ dzięki temu jesteśmy w stanie czegoś się nauczyć.

Na polskim rynku dostępne są tzw. readersy, czyli uproszczone, a czasem wręcz streszczone książki, które są dostosowane do poziomów A1-A2-… Odpowiednie struktury gramatyczne, słownictwo, to wszystko dopasowane jest do poziomu na którym jesteśmy. Osobiście nie korzystałem nigdy z takiej formy literatury. Wydaje mi się ona zbyt „płaska”.

Skoro już ustaliliśmy „co?” i „kiedy?” to przejdźmy do najbardziej nas interesującego „jak?

Pozwolę sobie w tym miejscu na subiektywny opis, a mianowicie jak ja uczyłem i uczę się metodą „czytanie w oryginale”.

Il Piccolo Proncipe

Kiedy zabieram się za czytanie książki w oryginale (czy w ogóle dłuższego tekstu, np. na stronach www), staram się zrozumieć z danego fragmentu, np. rozdziału, jak najwięcej. Nigdy nie tłumaczę słowo po słowie, bo najczęściej nie ma to przełożenia na daną myśl zawartą w akapicie. Słowa tworzą pewną, określoną i zamkniętą całość, która ma wtedy sens, gdy tłumaczona jest w sposób całkowity, a nie słowo po słowie. Tak więc globalne zrozumienie tekstu. Od ogółu do szczegółu. Nie rozpraszam się żadnym wypisywaniem nieznanych mi słówek i konstrukcji gramatycznych. Nie o to chodzi, przynajmniej nie na początku. Staram się zrozumieć nieznane mi słówka z kontekstu. Kiedy zrozumiałem już tekst globalnie, zabieram się do bardziej szczegółowej analizy tekstu. Najczęściej kseruję dany rozdział albo kilka, jeśli nie są za długie. Ewentualnie drukuję, jeśli mam książkę w wersji PDF. Dlaczego? Bo od tego momentu będę do nauki wykorzystywać ołówek, długopis, kolorowy zakreślacz. Jestem przeciwnikiem pisania i mazania po książkach, dlatego też lepiej jest to robić na kserówkach. Przy okazji, tych kilka wydrukowanych stron można wziąć ze sobą do autobusu, pociągu i w czasie drogi zakreślać, robić notatki. Nie musimy przy okazji dźwigać książki ze sobą. Choć dla mnie osobiście to słodki ciężar.

Mały Książę

Ale do rzeczy. Tu są dwa sposoby. Pierwszy polega na tym, że czytam tekst raz jeszcze, ale tym razem podkreślam słowa lub całe frazy, których nie znam bądź takie, których znaczenie wydaje mi się, że znam. Podkreślone słówka/frazy wypisuję na osobną kartkę i tłumaczę. Przy tłumaczeniu automatycznie człowiek się uczy. Czasami, ale bardzo rzadko, niektóre słówka, które nie chcą wejść do głowy, tłumaczę na marginesie strony. Jest to jednak wersja ostateczna, bo nagle może okazać się, że mamy w ten sposób przetłumaczoną całą książkę, a przecież nie o to chodzi.

Drugi sposób to zakreślenie wszystkich dobrze znanych mi słów. Dzięki temu robię odsiew tego, co już na pewno znam i nie muszę dodatkowo tłumaczyć. To powoduje też, że kiedy czytam tekst po raz kolejny, jestem w stanie „odgadnąć” znaczenie nieznanych mi słów z kontekstu.

Kiedy już zapamiętam przetłumaczone słowa, wracam do rozdziału książki i czytam go raz jeszcze, ale tym razem rozumiejąc go już nie tylko globalnie, ale bardziej szczegółowo. W ten sposób czytam całą książkę. Wiem, wiem. Bardzo mozolne, ale w końcu książka traktowana jest jako materiał do nauki. Inaczej jest, kiedy znamy już język na tyle, że bezproblemowo otwieramy knigę i oddajemy się lekturze bez reszty i całych tych „przeszkadzajek” w postaci ołówków i słowników.

Bardzo dobrym rozwiązaniem jest też czytanie książki w dwóch językach, czyli po polsku i w języku, którego się uczymy. Proponuję najpierw przeczytać książkę w języku obcym, a później po polsku. Zauważymy wtedy, porównując krótkie fragmenty, że różnią się od siebie, a my przetłumaczylibyśmy to zupełnie inaczej. Ten sposób sprawdza się jednak w momencie gdy mamy trochę lepszą biegłość językową.

Federico Moccia

Kolejnym istotnym elementem tej metody jest czytanie na głos. Po co? Może to banalne, ale po to aby oswoić się ze swoim głosem, który wybrzmiewa w języku obcym. Czytanie pomaga nam w przełamaniu bariery strachu w mówieniu w danym języku.

Powyższa metoda nie jest odkrywcza i jest powszechnie znana. Niemniej jednak jest godna uwagi ze względu na swoją prostotę i łatwość przyswojenia wiedzy z danego języka. Dodatkowo, czytając książkę w języku obcym (jakąkolwiek metodę obierzemy), mamy kontakt z żywym językiem. Nierzadko z językiem potocznym. Możemy także czytać dzieła światowej literatury w języku, którego się uczymy. Warto pamiętać, że czytanie ma sprawić nam przede wszystkim przyjemność. Nauka poprzez zabawę. Prawda stara jak świat.

O innych sposobach na naukę informacje znajdziecie jeszcze tutaj:

Francja:

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim – 5 sposobów na rozgadanie ucznia do wykorzystania również we własnym zaciszu domowym
Madou en France – Moje 3 sposoby na naukę słówek

Hiszpania:

Hiszpański na luzie – Dlaczego warto uczyć się języków u polskich nauczycieli

Japonia:

Japonia-info.pl – Sposoby na naukę japońskiego

Kirgistan:

Enesaj.pl – Mało popularne języki – z czym to się je?

Litwa:

Na Litwie – 5 efektywnych sposobów na naukę języka obcego

Niemcy:

Niemiecki w Domu – Metody nauki języka

Rosja:

Dagatlumaczy.pl – blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim, Co mnie motywuje do nauki języka obcego?

Szwecja:

Szwecjoblog – O czym warto pamiętać, zaczynając naukę szwedzkiego?

Wielka Brytania:

Angielska Herbata – 7 wskazówek, jak szybciej uczyć się języków
English Tea Time – 15 zasad, które musisz wiedzieć o nauce języka
FRANG – Jak wyznaczać cele językowe?

Lingwoholik – Nauka języka w kwadrans?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz