Gramatyka i słownictwo, przyjaciele na wieki.

Poniższy wpis jest zainspirowany moimi ostatnimi obserwacjami, rozmowami i czytanie przeróżnych postów na fejsbókowych grupach dotyczących języka włoskiego. Mowa o nauce gramatyki i słownictwa jednocześnie.

Wyobraź sobie sytuację, w której jesteś bardzo głodny i masz ochotę na coś bardzo niezdrowego, powiedzmy na zupkę chińską z Radomia w proszku. Aby jednak zrealizować swój cel i ją zjeść, musisz zamówić dwa samochody. Jeden będzie wiózł zupkę w proszku, a drugi wrzątek, aby zalać ten chemiczny proszek. Jednak oba samochody wystartowały o różnych porach. W konsekwencji, na metę, na której czekasz, jako pierwszy dojechał samochód (powiedzmy) z wrzątkiem. Niestety nie najesz się od razu. Na samą zupkę musisz czekać długie godziny. Oczywiście doczekasz się w końcu i zjesz ten dziwny wynalazek, ale…

No właśnie, ale co? Jakie ma to znaczenie w nauce języka obcego, a przede wszystkim w nauce gramatyki i słownictwa? Dlaczego ma znaczenie, aby te samochody z wodą i zupką wystartowały o jednej porze?

Samochód-wrzątek to gramatyka, samochód-zupka to słownictwo. Aby dobrze nauczyć się języka, a nie tylko dogadywać, należy uczyć się jednocześnie gramatyki i słownictwa. Nie ma nauki języka bez nauki słownictwa, ale słownictwo jest w jakiś sposób usystematyzowane. Usystematyzowane gramatyką. Powtarzałem, powtarzam i powtarzać będę, że nauka gramatyki jest tak samo ważna, jak nauka słownictwa. Dlatego też te samochody muszą wystartować jednocześnie. Co z tego, że będę znać 1000 słówek, ale będę mówić „Kuba chcieć pić, Kuba mówić źle po włoski, Kuba nie mieć motywacja, Kuba czytać książka, ale nie rozumieć czas przeszły” itd.

Znam z autopsji i z różnych opinii, że nie chce się uczyć gramatyki, wkuwać regułki i zakuwać te nudne pronomi czy inne congiuntivo. Słyszę także, że Włosi przecież nie znają gramatyki, więc, po co my się mamy męczyć. Nie, nie i jeszcze raz nie. To jest błędne myślenie. Włosi znają tak samo swoją gramatykę, jak Polacy gramatykę polską. My, Polacy używamy gramatyki codziennie, używamy trybu przypuszczającego, używamy zaimków dzierżawczych, mówimy w trybie rozkazującym, nie wspominając już o odmianie rzeczowników i czasowników. Podobnie Włosi. Nie rozkminiają czy używają pronomi, condizionale, trapassato prossimo czy congiuntivo. Błędnym założeniem jest też, że Włosi nie znają congiuntivo i używają go źle. Owszem, czasami zdarza się, że używają go źle. Nawet były premier Włoch, Matteo Renzi wygłaszając jakieś przemówienie, publicznie poprawił się, bo źle użył trybu.

Matteo Renzi i jego pomyłka

Aby jednak poznać dobrze język obcy, musimy znać gramatykę języka, bo nie ruszymy dalej. Kolejny argument, który słyszę, że aby nauczyć się języka obcego trzeba mówić, słuchać, czytać. Przepraszam bardzo. Czy książki nie są napisane gramatycznie? Czy nie zawierają tej całej treści gramatycznej? Czy nie znajdziemy tam odmiany czasowników? Co mi po czytaniu książki, jeśli nic z niej nie zrozumiem. Tryb przypuszczający okaże się zwykłym trybem oznajmującym. To przecież zmienia sens całej wypowiedzi. Dlatego należy uczyć się gramatyki równolegle ze słownictwem. Najlepiej ćwiczyć słownictwo na gramatyce, a gramatykę na słownictwie.

Wracając do samochodów, jeśli oba wystartują jednocześnie, szybciej dostaniesz zupkę i nie będziesz musiał czekać na nią, nie wiadomo ile. Oznacza to, że ucząc się słownictwa i gramatyki jednocześnie od początku, szybciej osiągniemy językowe cele.

O nauce gramatyki i słownictwa pisałem także tutaj:
Jak NIE uczyć się języka włoskiego (i w zasadzie każdego innego języka obcego)

Jak nie być Kalim, czyli po co jest nam gramatyka?

Jak NIE uczyć się języka włoskiego…

Poniższe porady będą przydatne głównie do nauki języka włoskiego, ale mają one zastosowanie także w nauce każdego innego języka obcego.

Wyobraź sobie taką sytuację. Jedziesz do Włoch (bądź jakiegokolwiek innego kraju, omijaj jednak San Escobar). Zakochujesz się w języku włoskim. Wracasz i rozpoczynasz naukę tego języka. Kupujesz milion repetytoriów leksykalnych, gramatycznych, z płytą, bez płyty, z kasetą czy bez. Wchodzisz jednak w Internet i w wyszukiwarce Google wpisujesz frazę „jak uczyć się języka włoskiego”… i co wyskakuje?

Jak uczyć się języka włoskiego:
– w domu

– w samodzielnie
– najlepiej
– najszybciej
– najkrócej

Dodatkowo znajdziesz 1000 porad jak osiągnąć najszybciej efekty, milion porad jak zacząć mówić, 3 zasady jak się uczyć, 7 porad dla samouków oraz porady błyskawicznej nauki języka włoskiego. Ile ludzi, tyle porad, każda inna i szczerze mówiąc można dostać tylko zawrotu głowy. Do tego poradnikowego zawrotu głowy dorzucę jeszcze kilka swoich, ale… jak NIE uczyć się języka włoskiego. Tak, dobrze czytasz. Jak tego nie robić, a więc jakich błędów unikać i nie popełniać na samym początku jak i w trakcie nauki.

„WŁOSKIEGO MOŻNA NAUCZYĆ SIĘ W 30 DNI”

Tak, a słonia da się nauczyć tańczyć na porcelanowej filiżance. Nie ma mowy. Nie, nie i jeszcze raz nie. Dostaję ataku alergii, kiedy w zasięgu moich oczu jest książka „Włoski w miesiąc”, „Włoski w 30 dni”. Powtórzę się… NIE! W 30 dni możemy opanować…nie, w zasadzie nic. No dobra, może oprócz odmiany kilka czasowników oraz nauczenia się rzeczowników z rodzajnikami. Będziesz w stanie się przedstawić i w zasadzie tyle. To nawet nie podstawy podstaw. Oczywiście to są moje założenia, z którymi możesz się nie zgadzać, wejść ze mną w polemikę oraz przedstawić własne zdanie, że jednak się da. Od razu mówię, nie da się nauczyć języka w 30 dni. No chyba, że będzie to nauka po 10 h dziennie, bez przerwy. Ale i tak po 30 dniach będziesz mieć tylko skołatane serce od zbyt dużej ilości kawy 😀

Oczywiście zakładam, że te 30 dni należy traktować w przenośni. Niemniej jednak, aby osiągnąć poziom A2, należy odbyć 180-200 h nauki. Ale czy poziom A2 mówi o tym, że nauczyliśmy się już języka? Ano nie. To jedynie solidne podstawy do dalszej żmudnej pracy.

„POUCZĘ SIĘ DZIŚ ALBO PO JUTRZE, A MOŻE ZA TYDZIEŃ”
GRZECHY NIEREGULARNEJ NAUKI

Ileż to osób cierpi na prokrastynację 😀 czyli na (nazwijmy to kolowialnie) „nie chcę mi się, zrobię to później”. To jeden z kardynalnych błędów, którego nie powinieneś popełniać nigdy, na żadnym etapie nauki języka włoskiego. Nieregularna nauka nie zmusza nas do myślenia, ciągle odświeżamy tę samą partię materiału, ciągle zaczynamy od tego samego punktu. Nie ma mowy o skupieniu się. Jedynym efektem, jaki osiągniesz, to zniechęcenie, brak motywacji i przerwanie nauki w ogóle. To trochę porównywalne z wykupionym karnetem na siłownię. „Skoro już kupiłem, to chodzę raz na tydzień, czasami dwa razy w miesiącu albo nie chodzę w ogóle.”  Tym sposobem efektów nigdy nie osiągniesz.

„SKUPIĘ SIĘ TYLKO NA GRAMATYCE”

Słownik języka polskiego definiuje gramatykę, jako zbiór reguł opisujących system języka. Oznacza to, że gramatyka ubiera cały język w pewne reguły, zasady i porządkuje go. Bez gramatyki ani rusz. To dzięki niej my, ludzie jesteśmy doskonale rozumiani przez odbiorców oraz rozumiemy innych. Jest jednak pewne „ALE”. Nie możesz skupić się tylko i wyłącznie na nauce gramatyki, pomijając jednoczesną naukę słownictwa. Jak napisałem wyżej, gramatyka ubiera cały język w pewne reguły, a z czego składa się język jak nie właśnie ze słów. Językoznawcy napiszą, że nie ze słów, ale ze zbioru znaków, zbudowanych z fonemów, tj. morfemów, wyrazów i stałych zwrotów i wyrażeń. To prawda, ale nie o to tu teraz chodzi. Podsumowując, samą gramatyką nie będziesz w stanie nic zdziałać, jeśli nie będziesz uczyć się jednocześnie słownictwa. O potrzebie nauki gramatyki (wraz ze słownictwem) pisałem TUTAJ. Poza tym sama nauka gramatyki spowoduje zapewne w Tobie barierę językową. Dlaczego? Bo będziesz bał się odezwać, gdyż powiesz coś niegramatycznie i od razu będziesz uważał, że Włoch nas wyśmieje albo nie zrozumie. Albo jedno i drugie. Nic bardziej mylnego.

Niech zasady gramatyczne przechodzą w naszej głowie metamorfozę. A reguły niech stają się intuicyjnie używanym środkiem komunikacji.

„SKUPIĘ SIĘ TYLKO NA SŁOWNICTWIE”

Podobnie rzecz się ma jak przy nauce gramatyki. Nie można skupić się TYLKO na nauce słownictwa samego w sobie. Oczywiście, dobrze, że będziesz wiedzieć jak powiedzieć las, segregator, piłka do metalu, nóż, miłość i wiele innych słów. Jeśli jednak nie będziesz potrafił zbudować z tych wyrazów zdania, to na cóż Ci one. Jednak, o tym jak buduje się zdania, mówi nam…gramatyka 😉 Dlatego jedno bez drugiego nie funkcjonuje.

Innym problemem jest nauka słówek bez kontekstu. Znasz zapewne ten powielany szkolny błąd. Na kartce papieru są dwie kolumny, po lewo w języku obcym, po prawo jego tłumaczenie (albo odwrotnie, zależy, jak kto lubi i jak mu wygodnie). Nauczysz się dzięki temu mnóstwo słów. Niestety bez praktycznego zastosowania. Samo słowo bez kontekstu jest nic nieznaczącym symbolem, nazwą. Znaczenia nabiera właśnie w kontekście.

„JĘZYK WŁOSKI JEST ŁATWY BO JEST PODOBNY
DO JĘZYKA POLSKIEGO”

Z powyższą opinią spotkałem się nie raz i nie dwa, a nawet i nie trzy razy. Czy język polski jest łatwy? Zapytaj obcokrajowca o język polski i każ mu powiedzieć „chrząszcz brzmi w trzcinie” albo „stół z powyłamywanymi nogami”. Polegnie. Język włoski nie jest podobny do języka polskiego. Gramatyka też nie jest specjalnie podobna. Owszem, zadawanie pytań w języku włoskim jest poprzez intonację jak w języku polski, a nie poprzez inwersję, jak np. w języku niemieckim. Nie pozwala to jednak stwierdzić, że to podobne do siebie języki. W języku włoskim nie mamy znanych nam z języka polskiego, gramatycznych przypadków, są za to przyimki, które w jakiś sposób określają je. W języku włoskim mamy za to tryb łączący, czyli congiuntivo, a tego zaś nie mamy w języku polskim. Nastawienie na samym początku nauki, że „ogarnę język włoski, bo jest podobny do ojczystego” jest kolejnym kardynalnym błędem.

„MAM JEDEN PODRĘCZNIK I TO MI WYSTARCZY”

No nie wystarczy. Zapewniam, że nie. Z zasady w podręcznikach jest zarysowana pewna partia, część materiału. Zjawiska gramatyczne są tylko zaakcentowane, na pewne struktury jest przeznaczonych np. tylko 5 ćwiczeń. Tak, słownie pięć. Czy robiąc 5 ćwiczeń na passato prossimo, czy nie daj Boże na następstwo czasów (na to może poświęcone być więcej ćwiczeń, np. 8 😀 ), porządnie przećwiczysz te elementy gramatyki? Dlatego też trzymanie się kurczowo tylko jednego podręcznika niestety nie gwarantuje sukcesu. Poza tym każdy podręcznik tłumaczy te same zagadnienia w różny sposób, podając różne przykłady. Zaglądaj więc do różnych książek, podręczników, repetytoriów tak polskojęzycznych jak i włoskojęzycznych. Dzięki temu łatwiej będzie Ci zrozumieć trudniejsze partie materiału. Ale pamiętaj, że to nie liczba ale jakość książek stanowi o ich wartości.


Porad jak nie uczyć się języka włoskiego jest z pewnością więcej i gdybym tak przysiadł i szczegółowo wypisał to z pewnością zniechęciłbym Cię do nauki języka. Okazałoby się, że jest więcej porad, czego nie robić, niż samych porad, co robić, aby nauka była efektywniejsza. Niemniej jednak, jeśli będziesz starać się unikać powyższych błędów, złych założeń przy nauce języka, z pewnością będzie Ci łatwiej uczyć się. Nie gwarantuję sukcesu, bo sukces możecie osiągnąć tylko i wyłącznie własną sumienną pracą. Ale z pewnością poprawisz jakość swojej nauki i ustrzeżesz się złych nawyków.

 

Jak nie być Kalim, czyli po co jest nam gramatyka?

Kiedy chcemy upiec ciasto to w pierwszej kolejności musimy uzbierać wszystkie potrzebne nam składniki, takie jak mąka, jaja, proszek do pieczenia czy tłuszcz, cukier i masę innych. Mając je wszystkie, zabieramy się do pracy. Otwieramy babciny, utłuszczony zeszyt z przepisem i robimy wszystko zgodnie z „instrukcją obsługi”. Jeśli robimy pierwszy raz ciasto, to może ono nam po prostu nie wyjść. Ale przecież jesteśmy perfekcjonistami i do perfekcji dążymy. Dlatego też, nie poddając się, robimy to ciasto kilka, kilkanaście razy, aż w końcu osiągniemy ideał na naszym talerzu.

elementi_di_analisi_logica_e_grammaticale_della_lingua_italianaźródło

Podobnie jest z nauką języka. Najpierw poznajemy słówka, czyli takie nasze składniki do ciasta. Same słówka oczywiście nic nam nie dadzą. Zero odmiany, zero uszeregowania w jakiś konkretny szyk. Dlatego z pomocą musi nam przyjść i przychodzi oczywiście, przepis na ciasto, czyli gramatyka. Jak dla mnie, język bez gramatyki nie istnieje. I choćby cały świat rzucił się teraz na mnie i powiedział „no co Ty gadasz?”, to ja uważam, że gramatyka jest elementem niezbędnym do poznania języka. Są teorie, że jeśli zna się słówka to przecież dogadamy się z obcokrajowcem. No pewnie, że się dogadamy. Ale czy chodzi nam, uczącym się tylko o dogadanie czy mówiąc kolokwialnie, chodzi nam o gadanie (mówienie) w języku, którego się uczymy. Myślę, że jednak chodzi nam o mówienie, w dodatku poprawne mówienie.

strumentolatoa_%20parte_seconda002źródło

Gramatyka pozwala nam na pełne zrozumienie się z drugą osobą, na poprawne przekazanie myśli, które mamy w głowie i chcemy jak najwierniej je oddać. Nie chodzi tu oczywiście o to by od razu używać skomplikowanych konstrukcji gramatycznych, jak następstwo czasu czy tzw. tryb łączący congiuntivo. Na samym początku nauczymy się chociażby odmiany czasowników w trzech podstawowych czasach (przeszły x 2 bo czas przeszły niedokonany i dokonany, teraźniejszy, przyszły prosty). Wierzcie mi, że gramatyka to wcale nie taki diabeł straszny. Będzie zatem jak z ciastem, za którymś razem z kolei, będziemy perfekcjonistami. Jedynie musimy tylko ćwiczyć i nie poddawać się.

Nie pozwólmy aby nauka języka obcego opierała się tylko na zasadzie „KALI BYĆ-KALI MIEĆ”. Zdecydowanie lepiej brzmi zdanie „Kali miał, ma, będzie mieć – Kali był, jest, będzie”. Prawda? Nie traktujmy gramatyki jak zło konieczne. To właśnie ona powoduje, że nasza komunikacja z obcokrajowcem staje się łatwiejsza, bardziej zrozumiała.

Często łapiemy się na tym, że kiedy zaczynamy się uczyć jakiegoś języka to zadajemy sobie pytanie „ciekawe ile czasów ma ten język?”. Na prawdę? Sądzicie, że ilość czasów jest wyznacznikiem łatwości języka? Nie, to nie ilość czasów wyznacza jego poziom.

Biorąc na tapet, np. język oski i hiszpański (nie mam fioletowego ani zielonego pojęcia jak jest we francuskim), spotkamy się z pewną cechą, która różni te języki od chociażby słowiańskich, a mianowicie odmiana rzeczownika przez przypadki. I co z tego, że włoski i w ogóle języki romańskie pochodzą od łaciny, gdzie przypadki królowały. Ewolucja języka pozwoliła przypadkom umrzeć śmiercią naturalną, ale że w przyrodzie nic nie ginie, to dała językom romańskim przyimki, które pełnią rolę przypadków. Dlatego nie same czasy warunkują naukę języka obcego, ale wiele innych aspektów, o których na początku drogi nauki nie mamy pojęcia. Aspekty te jednak pomogą nam w pełnym zrozumieniu języka, którego się uczymy.

Tak więc, słowa słowami, ale bez gramatyki stają się one bezwartościowym materiałem, który nie będzie nam na dłuższą metę do niczego potrzebny. Dlaczego? Bo nic z tym materiałem nie zrobimy.

Metod na naukę gramatyki jest tyle ile metod na naukę słówek, a więc milion pięćset dwa dziewięćset. Ile osób uczących się gramatyki, tyle metod. Jedną z nich są tzw. kolorki, dzięki którym w szybki i łatwy sposób nauczymy się prawidłowych form i struktur gramatycznych. Polega ona na znalezieniu i zaznaczeniu (w jakikolwiek sposób) tych samych form gramatycznych tymi samymi kolorami. Innymi słowy, np. czas teraźniejszy możemy zaznaczyć na zielono, czasy przeszłe na kolor czerwony, a czasy przyszłe kolorem fioletowym. Wszystkie przyimki bierzemy w niebieskie kółka, a wszystkie zaimkipomarańczowe kółka. Tym sposobem mamy rozebrany tekst na gramatyczne części. Jest to metoda idealna przede wszystkim dla wzrokowców.

Trener języka włoskiego

Nie ma niestety jednej jedynej metody, która pozwoli nam na pokochanie gramatyki. Wydaje mi się jednak, że wszystkie osoby uczące się języka obcego, które przedkładają naukę słówek nad zasady gramatyczne, zauważą, że jeśli kiedykolwiek jakakolwiek regułka opisująca zasadę poprawnego zastosowania, przyda się w języku, którego się uczą, nie przejdą już więcej obojętnie obok gramatyki. Wszak to ona porządkuje wszystko to co chcemy poznać w języku obcym. Nie bądźmy jak Kali, który „chcieć” nauczyć się gramatyki. Bądźmy jak Giovanni, który „chce” się jej nauczyć i się jej uczy by nie być…no właśnie, jak Kali.

Zapisz

Zapisz